To już rok minął, jak ten czas leci…

Posted on 20 October 2010

Są dni, które zapadają nam w pamięć na długo. Niektóre, jak się domyślam,pamięta się przez całe życie. Może nie każde słowo, każdy ruch czy spojrzenie, ale stan umysłu, ogólne okoliczności i atmosferę, pogodę albo swój ubiór… Czasem pamięta się szczegóły, trzaśnięcie drzwiami, jakiś wyjątkowy zapach danego momentu, graffiti bądź plakat mijany na ulicy tego dnia. Gdyby ktoś zapytał się Was o „pierwszy raz” wielu by przypomniało sobie zaskakująco sporo detali. Jej lub jego woń, włosy, wyraz oczu, ileś innych historii związanych z tą osobą powraca w jednej sekundzie… Albo czy pamiętacie jak pisaliście maturę? Ja sobie potrafię przypomnieć kiedy pierwszy raz udało mi się popłynąć w wodzie czy pojechać na rowerze na dwóch kołach. Wszystko to dlatego, że były to dni lub momenty, które coś dla nas znaczyły, były w jakiś sposób ważne. A co robiliście 20 października roku pańskiego 2009?

Ja pamiętam doskonale. To uczucie podniecenia i adrenalinę, że to już się wszystko zaczyna. W nocy z 19-tego na 20.10.2009, prawie nie spałem, jeszcze trzeba było dopakować ostatnie rzeczy do plecaka, zgrać kilka dokumentów na pendrive’a, zakleić kopertę „nie otwierać” z różnymi hasłami i czymś na kształt ‘gdyby coś’,  którą dam później rodzicom na czas mojej nieobecności.. O zaspaniu nie było mowy, gotująca się w moich żyłach krew zerwała mnie z łóżka w jednej chwili. Jeszcze ostatnie zdjęcia przed wyjściem z domu i Tata z Mamą podrzucają mnie do centrum.

Wyskoczyłem przy Mariocie, zamknąłem za sobą drzwi samochodu i ruszyłem w stronę Dworca Centralnego. Warszawa, moje miasto, była szara. Wierzchołek PKiN tonął gdzieś w chmurach. Padał deszcz i zza mokrej szyby widziałem twarz mamy, która ze łzami w oczach machała do mnie dopóki wolno jadący samochód nie zniknął za zakrętem. Niedługo potem wysiadałem z pociągu pod Poznaniem. Mieszała się we mnie wtedy ogromna ekscytacja z lękiem przed nieznanym. Marcin, z którym zaczynałem podróż, sprawiał wrażenie nieco zagubionego i wiedziałem, że to na mnie, z racji powiedzmy większego nieco doświadczenia podróżniczego, spoczywa duża ‘odpowiedzialność’ w tych pierwszych momentach. Przeszliśmy przez mały i szary Rzepin i na ruchliwej autostradzie w kierunku granicy, po kilku minutach udało się nam złapać tira, który dowiózł nas pod Berlin. Noc nieoczekiwanie spędziliśmy w trzygwiazdkowym hotelu, który nam zafundował jeden z kierowców spotkanych późnym wieczorem na stacji benzynowej.. Początek nie mógł być lepszy…

To było rok temu. Ten szczególny w jakiś sposób dla mnie dzień zmusza mnie do pewnych refleksji… Gdybym trzymał się początkowego planu już w sierpniu tego roku byłbym w Polsce, a dziś zapewne bym siedział z niektórymi z Was w uniwersyteckiej ławie na zajęciach. Ale zamiast tego, po przejechaniu tysięcy kilometrów Ameryki Centralnej i Południowej, siedzę za recepcyjnym blatem backpackerskiego hostelu w argentyńskiej Mendozie. Zmieniły się plany, zmienił się mój punkt widzenia i zmieniłem się ja. Wszystko się zmienia nieustannie i Wy też już nie jesteście tacy, jak rok temu. Kilka dni temu czytałem swoje pierwsze wpisy na blogu i zastanawiałem się w niektórych momentach kim był autor tych słów? Miejscami wybuchałem śmiechem czytając własne żarciki, o których zapomniałem już, innym razem kręciłem z zażenowaniem głową, że mogłem w ten sposób o czymś napisać. Przebyłem długą drogę, nie tylko na mapie, ale chyba przede wszystkim w głąb siebie. Tego właśnie chciałem, to było jednym z głównych założeń tej podróży. Gdyby ktoś mnie zapytał co chciałbym zmienić w ubiegłym roku, miałbym problemy z wybraniem nawet jednej rzeczy. Każde zdarzenie czy spotkanie uczyło mnie czegoś, stawiało w nowych sytuacjach, wymagało ode mnie wykazaniem się czymś. Nauczyłem się, że nie ma przypadków, że usłyszenie czegoś, zobaczenie w jednym miejscu, przydaje się gdzieś później. Że w tym pozornie chaotycznym świecie istnieją pewne zasady i jeśli według nich podążamy, możemy odnaleźć to, co chcemy, sprowokować określone sytuacje, przyciągnąć również niejako osoby, albo ich typ, które stają wcześniej czy później na naszej drodze . Zobaczyłem w czasie drogi, że można żyć i być szczęśliwy bez względu na to, ile ma się samochodów, jaki jest stan konta i czy to konto w ogóle się założyło w banku. Fakt, przez wszystkie te kraje, również biedne, które przemierzałem, byłem postawiony w niejako w pozycji uprzywilejowanej. Dane mi było to zobaczyć jednak to wszystko nie zawsze z pozycji „turysty” ale i także kogoś, kto nie brzydzi się zakasać rękawy i pomóc w załadunku tira, spędzić godzinę gadając z żebrakiem na chodniku czy uczestniczyć w ważnym, religijnym wydarzeniu danej społeczności zupełnie bez poczucia, że „gdzieś tam w cywilizowanym świecie” za taki np. taniec wokół ogniska wyśmiano by mnie lub wyzwano od fanatyków. Autostop dawał mi poczucie wolności, byłem niezależny od rozkładów autobusów, od zatłoczonych i często niebezpiecznych terminali, czułem wiatr lub deszcz na każdej drodze, po której jechałem. Często wiązało się to z obecnością pobytu, nawet krótkotrwałego, w miejscach, gdzie przeciętni ‘backpackerzy’ nie zaglądają – w nudnych przydrożnych barach, w małych wsiach po środku niczego, w prywatnych domach, służących za nieoficjalnie jadłodajnie dla kierowców ciężarówek itd. Bywałem także i w miejscach dość niebezpiecznych, gdy przypominała mi się sentencja z pewnego znanego polskiego filmu, w której to jeden z bohaterów mówi coś o sygnałach przesyłanych przez psychikę do kupy, że spotkanie jest w gaciach.. :) Nie zliczę kilometrów, które musiałem przejść po podmiejskich dzielnicach w celu wyjścia na drogę wylotową, osób, które na mnie patrzyły ze zdziwieniem, gdy szedłem tak pochłonięty swoimi myślami przed siebie. Nie była to może taka swoboda jak w przypadku poruszania się np. na motorze czy rowerze, ale dawała mi i wciąż daje ogromną satysfakcję.

Nomadem jeszcze nie jestem, nie podczas tej podróży. Piszę o tym, jakby to był jakiś wyjątkowy status społeczny, a mam na myśli tylko kogoś, kto podróżuje bez określonej daty powrotu, żyjąc po drodze.. A jednak wielokrotnie czułem się kimś w rodzaju takiego nomadycznego wędrowca. Byłem gotów na każdą zmianę planów, każde spotkanie, powiew nowego, zwariowanego pomysłu – bo przecież czemu nie? Jeździłem bez przewodników, próbując jednocześnie zdobywać jak największą wiedzę o tym, co oglądam, gdzie jestem, dlaczego jest tak a nie inaczej w tym miejscu. Z jednej strony unikałem przez pewien czas hosteli, języka angielskiego i wszystkiego co ‘turystyczne’, co pozwoliło mi się zbliżyć do lokalsów i nauczyć języka hiszpańskiego. Z drugiej jednak nie chciałem zamykać się w jakimś określonym typie podróżowania, odrzucając coś na rzecz innego. Próbo
wałem więc wszystkiego, włącznie z imprezami w gringo gettach i wycieczką do dżungli z agencją turystyczną, chcąc poznać możliwie jak najwięcej, móc spojrzeć z każdego nowego punktu widzenia. I nie żałuje ani chwili, nie żałuje że czegoś nie zobaczyłem, gdzieś nie pojechałem, nie wspiąłem się na jakąś górę. Kilka rzeczy przybyło na listę „do zrobienia”, ale na to jeszcze będzie czas i okazja.

Dziękuje tym wszystkim, którzy byli ze mną przez ten rok. Dziękuje za wskazywanie mi Drogi, uczenie mnie swojego światopoglądu, za te wszystkie rozmowy… Pomagaliście mi kształtować tym mój własny punkt widzenia. Dzięki też za te wszystkie rozmowy na skype i fejsie czy za maile jakie dostałem od znajomych i przyjaciół, którzy o mnie przez ten czas nieobecności nie zapomnieli. Wiem, że omija mnie trochę, ale nie zapominam i o Was. Ogromne słowa uznania także dla Was, czytelników tego bloga, za to, że macie jeszcze siły tu zaglądać i czytać tak długie, w porównaniu do innych podobnych dzienników z podróży, moje relacje. Niektórzy są ze mną od samego początku, inni zaś dołączyli później, ale każdy komentarz czy wiadomość była dla mnie istotna, nawet jeśli nie niosła jakiegoś wielkiego przesłania, to sam fakt, że chciało Wam się kliknąć „skomentuj” i napisać coś od siebie, jest dla mnie bardzo ważne. W porównaniu z początkiem, ostatnio coraz rzadziej widuję komentarze i nie wiem z czego to wynika. Jeśli chcecie nawet napisać dwa słowa, uśmieszek – zróbcie to. Jeśli nigdy wcześniej nie pisaliście – to dajcie mi znać kiedyś, że zaglądacie. :] (gwoli informacji mogę powiedzieć, iż ze statystyk wynika, iż blog został w ciągu tego roku odwiedzony przez ponad 10 tys. internautów, którzy przeglądali jego zawartość (klikali w różne odnośniki na stronie) ponad 90 tys. razy!).

Ale to nie jest jeszcze koniec. Moja podróż się nie kończy tutaj, przede mną jeszcze trochę kilometrów, kilka pięknych historii i momentów, a także parę relacji, filmów i zdjęć. Podróż, którą zakończę powrotem do domu, kiedykolwiek by to nie nastąpiło, będzie tak naprawdę początkiem innej… Ale o tym innym razem. Dlatego też nie silę się teraz na jakieś podsumowania całościowe w tym poście i nie pozdrawiam całego świata całując go dwukrotnie w powietrze przy policzkach w błyskach fleszów.. :) Zostawię sobie trochę złotych myśli na później :] Rok to jednak wystarczająco długi czas na taki post jak ten i myślę, że nie przesadziłem :) Tymczasem –  jedziemy dalej! Na początku listopada opuszczam Mendozę i ruszam na spotkanie kolejnej przygody. Zawsze do przodu, zawsze pod prąd! (® pwmp)

Chao, hasta luego!

mam nadzieję, że nie trąci to jakąś gejówą z fotami w tym wpisie:)

 

 


43 comments to To już rok minął, jak ten czas leci…

  • iza says:

    Kuba, jak zawsze zajebista relacja!I oby to nie byl ostatni roczek:-)pozdro z ekwadoru,
    iz

  • Pawel says:

    Juz rok, no kto by pomyslal :)

    Ja moge powiedziec, ze sledze regularnie bloga, czasem czytam wpisy z opoznieniem ale w sumie przeczytalem wszystko. Faktycznie widac zmiane w sposobie pisanie, doszedles do wprawy. Zawsze imponowalo mi to jak duzo przemycales informacji (internet? Lonely Planet, encyklopedia britanica?) co z pewnoscia bedzie pomocne dla Twoich nasladowcow. Z punktu widzenia czytelnika moge powiedziec, ze czasem przeskakiwalem linijki o historii indian itd :) Wazne, ze wpisy nie nudza i zawsze cos smiesznego sie znajdzie jak chocby ta kupa co to ma spotkanie w gaciach.

    Dla mnie najwiekszym hitem byl filmik z pustyni solnej, powinienes dostac za niego telekamere.

    Oczywiscie zdjecia, wiadomo, ze sceneria ulatwia zrobienie dobrego zdjecia, ale kilka foto-reportaży było bardzo ciekawych.

    Wazne tez, ze chce Ci sie pisac. Ja codziennie siedze przed komputerem w Sydney i nie moge sie zebrac od 1,5 miesiaca, zeby napisac cos na bloga. Ot, stagnacja, ale tez brak czasu. Moze ksiazki nie wydasz (chociaz czemu nie, potencjal jest) ale czekam na artykul w NG lub NG Traveller i Twoje zdjecie w stopce pod artykulem.

    Powodzenia!

  • AFJ says:

    Kubusiu
    Jesteś bardzo Dzielny, Wspaniały, dla nas Naj..Naj..Jesteśmy bardzo z Ciebie dumni. Po tym całym roku mniej się o Ciebie boję, ale tęsknię bardziej. Pamiętaj, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Wpadnij na trochę chociaż :)
    Dziękujemy za wszystkie wpisy na blogu. Czekamy na następne.
    Powodzenia i szczęścia w dalszym Twoim “pielgrzymowaniu”.

  • Marcin says:

    Fred, komentarzy tutaj co raz mniej, ale to chyba dlatego, że dużo osób na fejsie komentuje i “lubi” Twoje wpisy :)

    trzymaj się i powodzenia!!

  • bozena says:

    Dzięki za wspomnienia z podróży. Koleżanka z fb poleciła mi ten blog. Od czasu do czasu czytam. Pozwala mi to przez chwilę zapomnieć o problemach własnych i przenieść się w inny świat.
    pozdrowienia bozena

  • natalia says:

    Fred, wracaj już! Po to się uczę tej bachaty, żeby z Tobą zatańczyć ;)
    pozdrawiam

  • Maju says:

    Lubie te twoje wpisy, z serca, naturalne bez takiego napompowania. I masz racje- podróż kształtuje, pokazuje inne życie, uczy :)

    Kurcze, chciałbym wyskoczyć na browara kiedyś z Tobą ;)

  • Ula says:

    Piekny post…
    Chcialabym spotykac na swojej drodze wiecej takich ludzi jak Ty…

  • Tomek says:

    Hej, na ta stronke trafilem calkiem przypadkowo (przez blog Filipa na ktorego natknalem sie na jakiejs dyskotece w Ekwadorze) ale przyznac musze ze bardzo ciekawa lektura. Nie wykluczam ze takie wloczykijskie blogi kiedys mnie zainspiruja do ruszenia dupska na wlasna reke :) (aktualnie jestem w trybie niedzielnego turysty i chociaz po ameryce latynoskiej kraze od 2004 roku to podejrzewam ze widziales juz znacznie wiecej niz ja :) – ja tu przebywam w delegacjach i poza stolicami widuje okazjonalnie jakies plaze od swieta :))))

  • Grazyna says:

    Zycie jest jak podroz…Gratuluje roku w drodze i zazdroszcze akumulacji doswiadczen. Dzieki Twojemu blogowi poznaje swiat i odrywam sie od rzeczywistosci. Wybralam inna droge, czekajac na moja osobista podroz do wczesnego wieku emerytalnego (47). Wolalabym tak jak Ty, ale jakos nie starczylo mi wtedy odwagi i wyobrazni. W Twoim wieku potrzebowalam domu z ogrodkiem i stabilizacji. Bylo mi to potrzebne po polskich depresjach i niepokojach, spowodowanych dorastaniem w trudnym domu. Osiagnelam cel, ktory okazal sie tylko etapem na drodze. Nie znalam wtedy siebie. Jakos tak sie stalo, ze z tego domu ciagle uciekalam w przyrode, ze spedzalam w nim tylko noce po ktorych szlo sie do pracy. 3.5 miesiaca temu skonczylam prace zawodowa. 15 lat spedzonych na glowkowaniu przy komputerze i odkladaniu kazdego grosza. Przede mnie wejscie w inny swiat. Panama, nauka hiszpanskiego, potem duza lodz i rejsy. Takie luzne plany. Ciagle wydaje mi sie, ze chce miec baze na ladzie, moj wlasny kat, gdzie mozna odpoczac po intensywnosci zeglowania. Czekajac w starych realiach na wyjazd (wiosna), czesto czuje sie pusto, choc zycie mam wypelnione rozmaitymi zajeciami. Malo pisze. Prawie juz nie tu, a jeszcze nie tam. Czytam wtedy Twoj blog, ktory uzmyslawia mi, ze swiat jest ciekawy i piekny. Utarte sciezki nuza, tak trudno w tych czasach byc Kolumbem. Choc chyba kazdy z nas nim jest w odbiciu swoich wlasnych doswiadczen. Dzieki za otwartosc w dzieleniu sie swoim swiatem. Tyle refleksji w tej mlodej glowie :-) Podroz nigdy sie nie konczy…
    BTW, do Fejsa podchodze jak do jeza, wiec wole sie przedstawic tutaj, skoro juz jestesmy ‘friends’.
    Grazyna

  • marych says:

    no to masz bartas komenta. gratulacje i podziw z mojej strony. twoj blog, jako jeden z niewielu podrozniczych, czytam, a nie tylko ogladam foty. w sumie nie wiem dlaczego. szczerze zazdroszcze, niestety materializm trzyma mnie za mocno w szponach, zeby tak wszystko rzucic i ruszyc w swiat. powodzenia i wszystkiego dobrego, ciekawe co napiszesz po nastepnych 12 miesiacach.

  • Asia S. says:

    Fred, myślę że książka po powrocie to będzie już tylko formalność, ręka Ci się od zeszłego roku wyrobiła, fakt! A już ten wpis jest naprawdę świetny, rzekłabym że zainspirowałby nawet największego coach potato do ruszenia dupy z kanapy ;) I podobnie jak Kusiex twierdzę, że film z pustyni jest doskonały, a tańce mistrz – chcemy więcej, chcemy więcej!! ;) Pozdr, trzymaj się :)

  • Maciek says:

    Nie znamy się, ale naprawdę szacunek i uznanie zuchu!
    Serwus!

  • Walker says:

    Człowieku, samym sobą jesteś inspiracją dla innych, to niewątpliwe. Pewnie zdarza Ci się być inspiracją dla samego siebie?

  • AFJ says:

    Kuba, te wszystkie komentarze to miód na moje stęsknione serce. No dobrze. Możesz jeszcze trochę powłóczyć się :)
    Wytrzymam !
    Niech Moc będzie z Tobą !

  • Kuba says:

    Nawet nie wiesz, ile osób (w tym i ja!) chciałoby spróbować czegoś tak szalonego, jak samotna wyprawa na drugi koniec świata! To jak podróż wewnątrz siebie, odkrywanie i pokonywanie swoich słabości, zyskiwanie nowych doświadczeń, zbieranie wspomnień i, przede wszystkim, próba zdefiniowania swojego Ja.
    Czytam Twojego bloga już jakiś czas (już nie pamiętam, jak na niego natrafiłem ;) ) i jestem zafascynowany Twoim Grand Tour. Twoja pielgrzymka to, jak stwierdził Walker, inspiracja dla innych ludzi, którzy chcieliby, ale nie potrafią się przemóc. Żeby porwać się na taką wyprawę trzeba mieć naprawdę dużo odwagi i samozaparcia!
    Trzymaj się i nie puszczaj!

  • Alek says:

    Fred, Twojego bloga czytam regularnie i naprawde wiele mi to daje. Dzieki temu co tu przeczytalem sam zaczalem zastanawiac sie nad swoim zyciem i zazdroscic Ci Twoich podrozy. Na razie nie zamierzam wybrac sie na backpackerska wloczege, ale wydaje mi sie ze i tak ta lektura cos we mnie zmienila… Pisz jak najwiecej!

    Pozdrowienia z Chicago :)

  • Zuzanna says:

    wciąż czasem myślę.
    całuję.
    Z.

  • Marek says:

    To i ja moze dodam cos od siebie:)
    Piekny wpis, widac, ze pisanie sprawia Ci przyjemnosc:)
    To wlasnie chyba tak jest, ze wazniejsze od zwiedzonych krajow jest zmiana naszego punktu widzenia. Doswiadczylem tego w niewielkim stopniu i wiem o czym piszesz. Kazde zdarzenie odbiegajace w jakis sposob od naszych wewnetrznych norm zmienia na zawsze nasza wrazliwosc. Banalne powiedzenie, ze podroze ksztalca naprawde nabiera znaczenia.
    Choc z drugiej strony podrozujac z dzieckiem malo jest czasu na przemyslenia filozoficzne;)
    Pozdrowienia i do zobaczenia gdzies na szlaku:)

  • Stryj says:

    Kuba, przylączam się i ja do powyższej serii “jubileuszowych” gratulacji i do zachęcania Cię do dalszego pisania. Masz chlopie talent także i w tej dziedzinie! Oczywiście, i ja uważam, że powinieneś napisać książkę. Może to będzie cykl reportarzy z niektórych miejsc, może to będzie jedno “uniwersalne” miejsce? Może reportarz z wlasnego wnętrza? Może coś calkiem innego, ale nie sądzę iżbyś mial pisać przewodnik turystyczny, choć materialu mialbyś, jak malo kto! Masz czym się dzielić, i to wlaśnie tym, co nie stanowi informacji dla turystów (w najlepszym znaczeniu slowa “turysta”). Wydaje mi się, że już nie musisz dlużej czekać, aż jeszcze bardziej dojrzejesz… by móc dać więcej. Myślę, że Ty nigdy nie będziesz “pełny”. “Pochwale się” innym – mialem okazję dwukrotnie spotkać Cię na trasie, choć byly to tylko epizody Twojej podrózy. Od tej pory zdarza mi się w myślach z Tobą dyskutować! Bardzo bym chcial podyskutować z Tobą bezpośrednio. Wiem, kiedyś tam to się zdarzy… Uważaj na siebie i “nie szalej” nadmiernie!

  • Stef. says:

    Fajnie napisane. Naprawdę. Gratulacje i jeeedziesz dalej! :)

  • Grzesiek says:

    Serwus!
    Czytam Twojego bloga już trochę czasu, przeczytałem go od deski do deski.
    Zainspirowałeś mnie do własnej podróży w głąb świata i siebie.
    Za 2 lata wyruszam, samotnie, bez planu, zobaczymy gdzie los poniesie.
    Życzę powodzenia i samych przychylnych osób na szlaku.

    Pozdrawiam

  • Joachim says:

    Siemka
    Czytam twojego bloga, jak z resztą wiele innych temu podobnych prawie od roku. Dzięki tobie i pozostałym też kształtuję swój światopogląd, zmieniam go nieustannie. Obecnie skupiam się prawie tylko na tym tylko co kocham i chce kiedyś robić z pasją…dajesz mi do tego ogromną zajawkę i dzięki ci za to, bo gdyby nie twoje i innych podróże, to pewnie wtapiałbym się coraz bardziej w otaczające mnie społeczeństwo pragnące się od razu ustatkować.
    Dzięki Wam, podróżnicy, znajduję motywację żeby zamiast wkuwać niepotrzebnych definicji, uczę się hiszpańskiego, dowiaduję się zawsze ciekawych informacji o krajach, miastach, regionach.
    Dla mnie jesteście Malinowskim, Domeykiem, Strzeleckim XXI wieku, thx.

  • Kalina says:

    Czytam i ja, i tłumię budzącą sie po lekturze tęsknotę za światem, przygodą, wolnością. Starawa jestem, więc za bardzo nie podskoczę już, ale chociaż ociupinę, virtualnie, od gruntu się odlepiam dzięki Twojej relacji.
    Pozdrawiam tą drogą dzielnych Rodziców, zwlaszcza Mamę.
    Dobrej drogi, młody człowieku, dobrej drogi…
    Kalina

  • Aśa says:

    No to namówiłeś mnie na komentarz.
    Czytam w miarę regularnie, zawsze chcę skomentować ale brak mi słów. Podobnie dziś.
    Może kiedyś spotkamy się gdzieś “w drodze” wtedy opowiem Ci jak to jest czytać takiego bloga siedząc w domu otoczonym szarą rzeczywistością. Wiem jedno dzięki tej lekturze marzenia o podróży są coraz silniejsze.

  • Kate says:

    Fred, wiesz, że z mojej bazy wylotowej zawsze będzie jakiś odzew. Szkoda, że nie uda się zgadać w São Paulo, bo będę tam za 6 dni:(

  • warum says:

    Pani Aniu, MAMO KUBY, wielki szacunek dla pani, że umiała pani wypuścić z rąk tego chłopczyka z pierwszego zdjęcia ;)Że nie spanikowała pani w ostatniej chwili nie pocięła plecaka, kart kredytowych i nie schowała butów. Że nie zacisnęła mu smyczy swojego strachu, nie przycięła skrzydeł, żeby za daleko nie odleciał. To naprawdę wielkie. Wróci ten mężczyzna z ostatniego zdjęcia
    Kuba, masz oczy dużego mądrego psa (to komplement) dojdziesz zawsze tam gdzie zechcesz.

  • AFJ says:

    Warum, Dziękuję bardzo. I powiem tak, gdy dzieci były małe nad stołem w kuchni wisiał taki tekst, fragm. poniżej :
    „…wy jesteście jak łuk, z którego wasze dzieci jak żywe strzały zostały wystrzelone naprzód. Strzelec mierzy do celu na szlaku nieskończoności i trzyma cięciwę napiętą całą swą mocą, ażeby strzały mogły poszybować szybko i daleko…”
    Pozdrawiam :)

  • Michał says:

    Gratuluję i życzę powodzenia w dalszej podróży przez życie!:)

    PS. Film z wycieczki po Salarze jest mistrzowski! Więcej takich poproszę! :)

  • fred says:

    Tylu komentarzy w jednym wpisie ten blog jeszcze nie widział. Przeczytałem wszystko kilka razy i chciałbym podziękować za te wszystkie miłe słowa pod moim adresem. Nie oczekiwałem tego ani nie spodziewałem się, że tak wyjdzie, nie mniej jednak przyznaję, że jest to niezwykle miłe i bardzo motywujące. Cieszę się ogromnie, że te godziny, które spędzam na pisaniu tekstów, wstawianiu zdjęć i montowaniu filmów nie idą na marne, że to wszystko czytacie czy oglądacie i że tak jak piszecie, po lekturze czujecie się zainspirowani, zmieniacie się, poszerzacie swoje horyzonty…marzycie. Chyba każdy autor chciałby usłyszeć takie słowa. Dzięki tym wszystkim, którzy odezwali się po raz pierwszy, ciekawie było przeczytać coś nowego, od kompletnie “obcych” ludzi. Wy, mozna powiedziec, mnie już znacie całkiem nieźle, na blogu że w pewien sposób się obnażam.. Dlatego teraz ja chciałem chociaż w małym stopniu usłyszeć coś od nieznanych mi czytelników. Dzięki również dla tych, którzy czesto piszą komentarze za konstruktywną krytykę i dla tych, którzy wysłali do mnie maile lub wiadomości na fejsie, ot tak.. Szczerze mówiąc, ten dzień, z tymi wszystkimi życzeniami i wiadomościami, był dużo przyjemniejszy niż moje urodziny :]

    Nie uda mi się odpowiedzieć na wszystkie komentarze osobno, ale chociaż tak w skrócie – podobało mi się bardzo porównanie do Domeyki, Malinowskiego i Strzeleckiego XXI wieku. To odważne porównanie, ale ma coś w sobie. Dzięki Grażyna za Twój wpis, niezwykle osobisty. Czy zdarza mi się być inspiracją dla samego siebie, Walker? Trudno powiedzieć, raczej nie, ale bardzo lubię ‘z sobą’ rozmawiać, niektóre najlepsze pomysły w podróży właśnie tak się narodziły :] Czy napiszę książkę? Już na początku podróży kilka osób mówiło mi, że to nie byłby głupi pomysł. Na początku o tym nie myślałem, gdzie tam ja i książka, nigdzie jeszcze nie dojechałem i książkę mam pisać?! ale gdzieś w Peru zacząłem krystalizować pewne wizje na ten temat i powiem, że rzeczywiście, być może chciałbym stworzyć książkę. Opierała by się ona głównie na relacjach z bloga, ale nie chciałbym żeby to była taka ‘zwykła książka’ podróżnicza. To byłyby raczej dzienniki z podróży połączone i wymieszane z jakąś dawką [pseudo]mistycyzmu :p, pozytywnego myślenia, inspiracji i zadumy jednocześnie, po trochu z wszystkim tym, czego się nauczyłem.. z tym, co zapisuje sobie czasem w najbardziej osobistym notatniku, który mam przy sobie, czy w innych miejscach w sieci (niekoniecznie na fb :p). Jak wyjdzie? Nie wiem, może to będzie właśnie taki reportaż-esej? :]] na chwilę obecną jestem tu i teraz, ale ksiazka bedzie jak sadze częścia mojego planu na jakąś tam przyszłość nieodległą. Dobrze wiedzieć jest przynajmniej w którą stronę się chce podążać :]

    Tak jak mówiłem – na wszystko odpowiedzieć tutaj byłoby bardzo trudne, jeszcze raz dzięki za Wasze słowa.. Czy pójdziemy kiedyś na piwo, pogadamy w realu? Mam nadzieję, że z wieloma osobami tak – jeśli jednak masz tylko ochotę pogadać o czymkolwiek nawet i teraz – zapraszam do kontaktu przez komunikatory – począwszy od gg, przez messengera i skype’a, przez portale społecznościowe typu facebook po znaną i lubianą pocztę elektroniczną.. Często jestem ‘online’ w hostelu, a i w drodze nie zaniedbuje maili. Dziś odległość już nie jest tym, czym była kiedyś.. :] elorapgrazwami!

    PS. ;))

  • siwy says:

    fred oby tak dalej ale zaznacz na swojej mapie ursynów !!! zapraszam na piwko a później planuj dalsze wędrówki! Powodzenia

  • AFJ says:

    A praca magisterska to kiedy, młody człowieku? Obiecałeś ! :)

  • Kamil says:

    hej!:)
    Jak mogłoby mnie tutaj zabraknąć!;)
    Gratuluję i życzę wciąż nowych odkryć szcególnie siebie!

    Twój wspaniały przykład jest doskonałą ilustracją słów Paulo Coelho:
    “Nikt nie powinien bać się rzeczy nieznanych, bo każdy zdolny jest osiągnąć to, czego pragnie i potrzebuje”

    Pozdrawiam Ciebie i Czytelników bloga.

    Zawsze z Tobą! Kamil;)

  • Szatyn says:

    Fred, i ja dorzucę słów kilka od siebie :) gratulacje związane z rocznicą Twojej mega podróży, dzięki za te wszystkie wpisy, relacje, zdjęcia i filmiki. Uczestniczę w Twoim blogu od samego początku i przyznaję, że Twoje relacje są dla mnie, podobnie jak dla wielu osób, niesamowitą odskocznią od naszej rzeczywistości, której mimo wszystko nie uważam za taką szarą… Każdy z nas wybiera swoją własną ścieżkę życia i ja ze swojej jestem zadowolony, choć muszę przyznać, że nie jest ona tak egzotyczna jak Twoja i że nie raz zdarzało mi się Tobie pozazdrościć :) Dołączam się też do mobilizacji co do książki, nie każdy potrafi z taką lekkością wyrażać swoje myśli. Dlatego brachu nie powiem, że musisz coś napisać, ale na pewno przyjdzie to z korzyścią dla tych, którzy do Twojego bloga jeszcze nie dotarli.

    A jak już wrócisz do Polski, to fajnie byłoby jakbyś zorganizował jakiś krótki wypad w góry, gdzie moglibyśmy przy ognichu posłuchać Twoich mega historii… myślę, że zebrałoby się kilka osób :)

    Pozdro dla Ciebie i oby do rychłego!

  • Michał says:

    Gratuluję! Mam nadzieję, że mi także uda się wyruszyć we własną przygodę ;].

  • Gosia says:

    Dużo osób czyta zawsze,
    nie wiedzą natomiast jak tak naprawdę skomentować.
    Więc milczą. Ale są.
    Kciuki trzymają za to ciągle.
    Realizuj, się i wszystko, nadal!

  • ewa says:

    czesc Kuba, czytam Twoj blog we Wloszech, w ktorych mieszkam od prawie zawsze. fantastyczna ta Twoja podroz i blog, bardzo lubie te wszystkie szczegolowe opisy. trafilam tu do Ciebie wlasciwie przypadkiem tego lata i natychmiast zabralam sie do czytania wszystkich zaleglosci, od poczatku. a jak dlugo nie pisales to niepokoilam sie prawie jak Twoja Mama. ale juz teraz wiem, ze wszedzie sobie dasz rade. piekny ten tytul “Posluchaj, to do Ciebie”, natychmiast sie w cos takiego musi kliknac

  • Dorota says:

    Twoje wpisy nigdy nie są dla mnie za długie, zawsze po przeczytaniu mam niedosyt :) Pozdrawiam

  • mariusz says:

    Prosiles zeby skomentowac:
    :)
    moje zdanie znasz…

  • Sebastian says:

    Wywolales do tablicy;) Trzymam kciuki za dalsza czesc drogi i mam nadziej, ze gdzies sie kiedys jeszcze spotkamy, Fred!

  • elefant says:

    Super strona:)
    Posty są tak sympatycznie naturalne.
    Pozdrawiam i miłej podróży

  • Zostaw komentarz

    Copyright © grand tour
    bezsensu studio - fred 2010

    info

    grand tour jest oparty na systemie WordPress i wykorzystuje zmieniony przez autora bloga skin SubtleFlux.