Cidade de Deus – Miasto Boga

Posted on 05 June 2011

Rio de Janeiro. Kilkunastomilionowy zespół miejski nazywany Miastem CudĂłw, o ktĂłrym chyba słyszał kaĹźdy. Jeden z piękniej ulokowanych ośrodkĂłw miejskich na świecie, była stolica Brazylii, słynąca z plaĹź, pięknych kobiet, karnawału i posągu Chrystusa gĂłrującego nad metropolią. Tak naprawdę Miasto Boga to tytuł książki, na podstawie ktĂłrej powstał jeden z głośniejszych brazylijskich filmĂłw, opowiadający wstrząsającą i – co bardziej przeraĹźające – autentyczną historię kilku chłopcĂłw wychowujących się na jednym z przedmieść Rio. Książki, ktĂłra ukazywała te ciemne strony – biedę, korupcję, handel narkotykami, napady z bronią w ręku i śmierć. Tak naprawdę Miasto Boga leĹźy daleko od miejsc znanych z widokĂłwek, ale ta nazwa działała i wciąż działa na mnie tak mocno, Ĺźe juĹź zawsze będę tym mianem określał całe Rio de Janeiro. Z przekory. Bo to jest miasto, ktĂłre nie ma z Bogiem nic wspĂłlnego…

miastoboga1

Światowa stolica rozpusty, upojenia alkoholowego, tańca i muzyki, plaĹź, nagich ciał i seksu. Ale takĹźe zbrodni i biedy, brudnych ulic, ciemnych zaułkĂłw, błyszczących w nocy noĹźy i okazyjnych wystrzałów… To miejsce, o ktĂłrym BĂłg zapomniał, z ktĂłrego odszedł dawno temu, nie chcąc patrzeć. To Miasto bez Boga.

Temperatura sięga 30 stopni, żar leje się z nieba. Na Copacabanie setki jeśli nie tysiące ludzi. Co krok znajduje się boisko do siatkówki plażowej albo piłki nożnej. Są nawet takie, na których się gra w tzw. ‘siatkonogę’ albo też i takie, gdzie z rakietkami gania się za małą piłeczką. To z kolei wygląda mi na skrzyżowanie ping-ponga z badmintonem. Obok piachu, po ścieżce rowerowej biegają ludzie. Mężczyźni bez koszulek, panie w opinających ciało topach, z iPodami na uszach, tatuażami… Ewentualnie z psem przy nodze. Czasem przejedzie ktoś na rowerze czy deskorolce, a co kilkadziesiąt metrów wzdłuż chodnika rozstawione są metalowe stanowiska wyglądające trochę jak przystanki autobusowe, przy których można się zatrzymać, porozciągać, wykonać kilka pompek, podciągnięć albo brzuszków. Takie mini-siłownie. Leżenie plackiem na plaży chyba przestało być modne, teraz trzeba mieć chociaż leżak, najlepiej z parasolem ale to i tak nie jest to, czym zajmuje się większość tutejszych ludzi w wolnym czasie. Na topie jest teraz ruch. Wszyscy, bez wyjątku, starzy i młodzi, chudzi czy grubi, uprawiają sport. Obojętnie czy jest to Copacabana, Ipanema, Leblon czy Flamengo, na wszystkich z tych plaż niepodzielnie króluje kult ciała. I to jest fajne. Nawet po zmierzchu niektóre boiska pozostają oświetlone, a ruch joggerów nie ustaje do późnych godzin wieczornych. Czy tego się spodziewałem? I tak i nie. Myślałem, że będzie jednak więcej ludzi nad morzem, więcej pięknych dziewczyn grających w piłkę czy kąpiących się, więcej fajniejszych barów na piasku. Ale nie ma. Być może tak tu wygląda właśnie zima?

mg_8560

Dwie, trzy przecznice od plaży kwitną małe i średnie biznesy. Sklepy, modne butiki i sieciowe restauracyjki. I wcale nie mówię o kfc czy mcdonaldach, które rzecz jasna też są obecne. Na każdym rogu można napić się świeżych soków z egzotycznych owoców albo złapać coś w biegu do kolejnego sklepu. Ta część miasta też biega, tylko zamiast adidasów kobiety noszą szpilki, a mężczyźni na gołe torsy przywdziewają koszule od garnituru. Wciąż jednak między nimi przemykają do hosteli ludzie z deskami surfingowymi pod pachą. Luz.  Copacabana to relikt przeszłości, dziś haj lajf toczy się w dzielnicach Ipanema i Leblon, najbardziej ekskluzywnych i teoretycznie najbezpieczniejszych w całym Rio. Nie ma lepszego miejsca na shopping. Jest jeszcze Centrum, do którego jeździ się właściwie tylko do pracy. Tam znajdują się banki i urzędy, szklane drapacze chmur i największy hałas. Nie ma już surferów, a turyści raczej nie zaglądają. Zabawne, że wciąż między przykładami nowoczesnej architektury można znaleźć brukowane uliczki, piękne, stare domy, targi wszystkiego i niczego, kramy ze sznurowadłami i ludzi sprzedających na kocach używane buty kryte, w rozmiarze 37, damskie, stare lusterko od skutera albo joysticki od pegazusa. Okazja. Bardzo łatwo tam zabłądzić, wciśnięte między zbocza niektóre dzielnice Rio nie zawsze mają prostokątną siatkę ulic. Wystarczy skręcić gdzieś w mniej więcej dobrym kierunku by po chwili napotkać schody pnące się nie wiadomo gdzie, ślepy zaułek albo po prostu z rozsądku i z godnością rozpocząć odwrót. Spacerując, kilka razy zabłądziłem do miejsc, gdzie pomimo całej ich naturalności i uroku nie odważyłem się wyciągnąć aparatu. Tak, to miasto o wielu twarzach i chociaż można to powiedzieć o większości dużych aglomeracji, to ta, na swój sposób, jest szczególna. Z jednej strony kusi, przyciąga, zachęca do zabawy, beztroskiego wydawania pieniędzy, mami takim luzem, sączącymi się gdzieniegdzie z głośników gorącymi rytmami, a z drugiej strony daje do zrozumienia, że trzeba się mieć na baczności, że mimo wszystko jesteś tu tylko turystą, a to oznacza, że jesteś na widelcu. Obojętnie jaki masz aparat albo kamerę, w jakich chodzisz ciuchach i czy masz dużo czy mało pieniędzy – masz więcej od nas. Wiadomo, że w określonych miejscach najlepiej pojawiać się w określonym czasie. Wieczorne wino albo caipirinha na Copacabanie? Na własne ryzyko. Malownicze wzgórze Santa Teresa, dzielnica artystów, gdzie czas się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu? Za dnia nie ma problemów, ale wieczorem lepiej wziąć taksówkę na dół. Lapa to dzielnica barów i zabawy, jednak w dzień bywa nieciekawie. Centrum z kolei pustoszeje w weekendy, chociaż tam i tak nikt nie usłyszy Twojego krzyku, o której porze byś nie wpadł… O tym wiedzą wszyscy i to się wbija do głowy turystom. Niektórzy wolą i tak krzyczeć na dyskotekach w dobrych dzielnicach i nie wychylać nosa niepotrzebnie. Wtedy Rio de Janeiro jest rajem.

mg_8412

Ale to jest obraz niepełny, nie potrafię go zaakceptować. Podczas spędzonych już dwóch tygodni tutaj, nie byłem na żadnej imprezie i raczej nie zamierzam. Nie to mnie interesuje najbardziej w tym mieście, męczy mnie to coś, co jest tą gorszą stroną. Bez języka nie da się wtopić w lokalne towarzystwo, trochę też za mało czasu na to mam, może tłumaczę się sam przed sobą. Może kiedyś… Nie cierpię być turystą, jednak tym razem musiałem pokornie przyjąć etykietę gringo i dać się poprowadzić do miejsca, o którym widziałem niejeden film i które zawsze budziło we mnie pewnego rodzaju lęk. Do faveli.

Favela to nazwa karłowatego, twardego i kolczastego drzewa, które występuje na obszarze półpustynnego płaskowyżu w północno-wschodniej części kraju. W XIX wieku toczyły się tam walki rewolucyjne między chłopami a wojskiem republikańskim. Zarówno trudne warunki tamtych potyczek jak i opór,
jaki stawiali rebelianci, na długo zapadł w pamięć ludziom i gdy w 1897 roku rząd osiedlił weteranów wspomnianego konfliktu na przedmieściach Rio, przechrzcili oni nazwę miejsca właśnie na Favela. Z czasem tego terminu zaczęto używać do ogólnego określania brazylijskich dzielnic biedy, tak jak w innych krajach używa się zwrotów typu slums, villa miseria, township, shanty-town itd. W samym Rio de Janeiro szacuje się, że jest od 500 do 900 takich dzielnic (!). Zaczęły masowo powstawać w latach 40-tych XX wieku, kiedy industrializacja przyciągnęła do miasta biedną, przeważnie czarnoskórą ludność z wiejskich terenów, ale ich największy rozkwit przypada na lata 70-te, gdy na skutek olbrzymich inwestycji budowlanych w bogatych dzielnicach wzrosło zapotrzebowanie w na siłę roboczą. Dziś favele rozciągają się na wielu wzgórzach Rio, pnąc się nieraz po same szczyty, przelewając się przez nie i zajmując dalsze tereny. Inne z kolei to ledwie malutkie skupiska kilku domków. Ich rozwój trwa i rząd nie ma na tym w większości przypadków żadnej kontroli. To poważny, złożony i bardzo delikatny problem nie tylko Rio ale i wielu innych ośrodków miejskich w Brazylii. Jak kontrolować coś, co wykształciło własne struktury, własne prawa i na dodatek zaczęło sobie radzić bez pomocy władz miasta, które najchętniej pozbyły by się kłopotów przenosząc większość mieszkańców faveli poza granice miasta. Byleby nie za daleko, bo ktoś przecież musi prowadzić autobusy, sprzątać albo naprawiać kanalizację. Na wiele rzeczy przymyka się oczy. Zawsze jest coś za coś. Przecież nie chodzi o to, żeby ludziom żyło się lepiej, skorumpowani politycy często świata nie widzą poza własnymi nosami. W favelach walczy się o głosy wyborcze. Dacie wiarę że 20% mieszkańców tego Cudownego Miasta żyje w takich właśnie dzielnicach biedoty? Ale handel narkotykami to również lukratywny biznes nie tylko dla dealerów. Cóż, owszem, w favelach bieda aż piszczy, śmieci walają się co krok, u władzy są gangi, strzelaniny nie są rzadkością, handel narkotykami kwitnie, a dostęp do państwowej edukacji czy służby zdrowia jest niezwykle utrudniony. A przecież Brazylia to kraj silny gospodarczo, to nie czarna Afryka. To przykład fatalnego rozdziału dóbr w społeczeństwie. Wyłania się z tego opisu obraz miejsca, w którym nie jest łatwo żyć. I jest tak rzeczywiście. Ale jak pisałem chwilę wcześniej, ludzie w favelach sobie radzą…Lepiej lub gorzej, ale żyją.

mg_8612

Trzy dni zajęło mi dotarcie do odpowiedniego człowieka. Chciałem, Ĺźeby to był ktoś, kto duĹźo wie i zna realia, kto moĹźe wejść w pewne miejsca, gdzie inni przewodnicy nie mogą. Bo turystyka w slumsach, nie tylko w Brazylii, zaczęła się ostatnimi czasy rozwijać i oferty tego typu wycieczek są na tablicach ogłoszeń w co drugim hostelu. Z racji ograniczonego czasu chciałem by to było coś sprawdzonego. Dzięki pomocy znajomych otrzymałem namiary na Brian’a i tak po ‘nici doszedłem do kłębku’. Celem był największy slums w Ameryce Łacińskiej, licząca ponad 100 tys. mieszkańcĂłw Favela Rocinha, ktĂłra jest teĹź siedzibą najsilniejszego obecnie gangu w Rio de Janeiro – ADS czyli Amigos Dos Amigos (Przyjaciele Przyjaciół). Rocinha znajduje się niedaleko najlepszych dzielnic miasta, takich jak Leblon czy Barra da Tijuca i jest rĂłwnieĹź jedną z najlepiej rozwiniętych faveli. DojeĹźdĹźamy samochodem Briana na miejsce około południa. Podczas drogi wyjaśnia zasady. MoĹźesz robić zdjęcia, chyba Ĺźe powiem inaczej. Pod Ĺźadnym pozorem nie celuj obiektywem w nikogo, kto nosi broń. Patrzeć tak, przyjrzyj się dokładnie tym ludziom, oni lubią przyciągać spojrzenia, ale niech to nie będzie zaczepne spojrzenie. Wysiadamy przy przystanku autobusowym, przy ktĂłrym siedzi dwĂłch gości z karabinami i radiem. Pilnują wjazdu, dzięki radiu mają łączność z drugim końcem favelli, na wypadek, gdyby trzeba było wezwać posiłki. A po co te posiłki? W razie gdyby wpadła policja? Myślałem, Ĺźe policja tu nie wchodzi? Nie wchodzi, generalnie. Jakiś czas temu w Rio miała miejsce akcja pacyfikowania faveli. Większość nie stanowiła problemu, bo to tzw. favele-zabawki (toy-favelas), jak je między sobą nazywamy. Policja prĂłbowała szturmować wjazd do Rocinhy ale bezskutecznie. Podstawili wozy pancerne i nic. Jeden z ‘naszych’ chłopakĂłw zestrzelił nawet z bazuki helikopter. Jak zaraz zobaczycie ta favela to forteca. Nie sztuka jest zrzucić napalm albo zbombardować wszystko z samolotĂłw. Ale favele to nie wrogie pozycje tylko dzielnice, w ktĂłrych Ĺźyją normalni ludzie. Większość z nich to porządni ludzie, w dodatku ciężko pracujący. Ledwie 10% to, jakbyśmy mogli powiedzieć, typy z pod ciemnej gwiazdy. Złodzieje, gangi, handlarze narkotykĂłw. Co nie znaczy wcale, Ĺźe na wskroś Ĺşli. Jeśli coś ‘złego’ spotyka Was w Rio to moĹźecie być niemalĹźe pewni, Ĺźe pochodzi z faveli. Jeśli ktoś Wam ukradł pieniądze na Copacabanie to pewnie jest z ktĂłrejś z dzielnic biedy. Dla Was to przykrość, ale być moĹźe z tych pieniędzy złodziej zapewni miesięczne utrzymanie swojej rodzinie. Nie twierdzę, Ĺźe kradzieĹź jest dobrym rozwiązaniem. Po prostu chłopcy, jeśli chcą przeĹźyć, muszą czasem wcielać się w postać Robin Hood’a. Często nie mają wyboru. A co Ty byś zrobił na ich miejscu? Idziemy krętą uliczką pod gĂłrę. Brian co chwila się z kimś wita, poklepuje po plecach i zamienia kilka słów. Jest w połowie Brazylijczykiem i w połowie Amerykanem, wychowywał się w San Diego, ale jako nastolatek przeprowadził się do Rio, gdzie kumplował się z innymi dziećmi z faveli. - Graliśmy na plaĹźy w piłkę, chodziliśmy na imprezy a w Rocinhii bywałem praktycznie codziennie. Dlatego wszyscy mnie tu znają. Ci, z ktĂłrymi się bawiłem jako nastolatek weszli potem do gangu. Jeden z moich najlepszych przyjaciół dziś jest jednym z osobistych ochroniarzy bossa. Pewnie wyobraĹźacie sobie szefa najsilniejszej grupy przestępczej Rio jako krwioĹźerczego potwora, ktĂłry nie robi nic oprĂłcz liczenia pieniędzy i zabijania? Zdziwilibyście się jakbyście go zobaczyli. Nem, bo taką ma ksywkę, jest trochę… delikatny. Popatrzyliśmy z Tomkiem na siebie. – Nie, nie, nie wygląda jak gej – zaczął od razu prostować – ale teĹź raczej nie jest typem twardziela z wielkimi muskułami. Lubi złoto i dziewczyny, oficjalnie ma chyba z cztery panny! To zahacza o poligamię, nie? Ale nie chcielibyście zadzierać z nim. Raczej nie. Ktoś, kto jest najbardziej poszukiwanym przestępcą w Rio de Janeiro prawdopodobnie nie jest do tego odpowiednią osobą. Dochodzimy do rozwidlenia drĂłg w gĂłrnej części dzielnicy. Brian pokazuje nam słup z groteskową plątaniną kabli elektrycznych idących we wszystkich moĹźliwych kierunkach. Jakby się rozejrzeć, to taka plątanina znajduje się na kaĹźdym wręcz rogu…

mg_8600

W faveli prąd jest za darmo. Woda z resztą też. Jest też Internet i telewizja kablowa ze wszystkimi możliwymi programami. Też za darmo. To wszystko mamy z miasta, podłączamy się i ciągniemy. Jasne, że wiedzą o tym, ale nie mają wyboru. A wiecie co jest najlepsze? Ludzie nie płacą podatków. Oczywiście, są opłaty za wyn
ajem lokali, które trafiają do czegoś na kształt ‘rady’ faveli, ale są one średnio 2-3 krotnie niższe niż w mieście. Jeśli stać Cię na otwarcie biznesu to cały zysk jest twój. Wręcz zachęca się do otwierania nowych interesów. Rocinha jako jedyna favela może pochwalić się filiami kilku banków, można zjeść w takim samym barze jak na Ipanemie a lekarstwa kupi się w normalnej aptece. Żeby było śmieszniej, to tutejsze filie banków, w przeciwieństwie do większości ‘miastowych’,  nigdy nie zostały obrabowane. Ba, nawet nie było takich prób.
Na chwile przystanęliśmy na chodniku. Roztaczał się stamtąd fantastyczny widok na znaczną część dzielnicy. W dole widać było domek obok domku, tak gęsto, Ĺźe nie sposĂłb było dostrzec prześwitĂłw między nimi. Wyglądało, jakby jeden stał na drugim, co z resztą nie było dalekie od prawdy. Zdjęć jednak robić tu nie moĹźna, z tego miejsca ponoć widać strategiczne punkty, w ktĂłrych znajdują się posterunki ‘żołnierzy gangu’. Na potwierdzenie tych słów podjechał na skuterze chłopak w kapturze i przypomniał o tym Brianowi po portugalsku. Ten się uśmiechnął i odpowiedział coś w rodzaju – wiem, wiem, stary, znam zasady! Rocinha rzeczywiście jest dobrze strzeĹźona. Ukształtowanie terenu, uliczki prowadzące do nikąd, sekretne przejścia, ktĂłre znają tylko mieszkańcy i okalający to wszystko las tropikalny. Wojsko mogłoby szturmować Rocinhę dom po domu i poniosło by ciężkie straty. Teoretycznie, to miejsce jest jednym z najbezpieczniejszych w całym Rio de Janeiro. Zobacz na tamten dom. I tamten. Widzisz? Rzeczywiście, większość mieszkań stała otworem. Szliśmy teraz w dół, wąską alejką, od ktĂłrej co krok odchodziły jeszcze węższe i bardziej pokręcone schodki w jedną bądĹş drugą stronę. Straciłem juĹź orientacje. mg_8579Zajrzyj do środka. Ten telewizor to chyba plazma, nie? Rzeczywiście, przez drzwi zobaczyłem włączony, całkiem niezłej jakości telewizor. W następnym zaś mieszkaniu dwĂłjka dzieci grała na playstation a trzeci robił coś na laptopie. To nie jest złe miejsce do Ĺźycia. Jeśli przestrzegasz zasad nic ci nie grozi. Nikt Cię tu nie okradnie, jeśli naleĹźysz do społeczności. Nikt cię nie pobije bez przyczyny, nikt nie będzie cię molestować. Wiedz jednak, Ĺźe wszyscy wiedzą wszystko. Tutaj nie da się czegoś ukryć. Nem trzyma Ĺźelazną ręką Rocinhię. Gang pomaga, daje Ci moĹźliwości do rozwoju i chroni Cię, ale musisz grać wg reguł. Kto się nie podporządkuje moĹźe nie doĹźyć następnego dnia. W ADA jest grupa, ktĂłra nazywa się Bonde do Picota (w wolnym tłumaczeniu ‘tramwaj do pręgierza’), ktĂłrej misję moĹźna określić w kilku słowach – zabić, poćwiartować, spalić i ukryć co zostanie. Mikrofala to nie mit. Delikwenta wsadza się w opony, polewa benzyną i podpala. Ciało następnie jest ćwiartowane i chowane w kilku miejscach. Nie do odnalezienia. Kiedyś jedna dziewczyna oskarĹźyła pewnego chłopaka o gwałt. KrĂłtko potem chłopak zaginął. Miesiąc później wyszło jednak na jaw, Ĺźe kłamała. Oficjalnie zaginęła. Nieoficjalnie została pobita, zgwałcona i wsadzona do mikrofali. Czy rodzina poszła na policję? Nie. Jeśli sprawa trafia na policję, a rodzina zaginionej osoby Ĺźyje w faveli to najczęściej zgłoszenie składa kto inny, z poza społeczności. Bo policja to największy wrĂłg. Ludzie boją się o własne Ĺźycie. Kontakty z policją to zdrada, a kara za zdradę jest wysoka. Nasze słynne HWDP to tylko niewinny slogan wobec nienawiści, jaką Ĺźywią tutaj niektĂłrzy do mundurowych. Nie dalej jak na początku maja tego roku zaginęły trzy kolejne osoby, młodziutka modelka i jej para znajomych. Podobno donosili. Nawet umawianie się na randki z oficerami policji nie jest akceptowane. Z drugiej strony Nem wydał zakaz napadĂłw rabunkowych w Południowej Strefie Rio, tej ‘lepszej’ części… Niejaki Cagado (‘Zasraniec’), jeden z artystĂłw tego fachu, jak określała go prasa, nie podporządkował się. Przepadł bez wieści.

mg_8590

Podobnych historii jest mnóstwo, a lista zaginionych wcale nie krótka. Straty są po obu stronach, bo przecież gangi muszą mieć też swoich ludzi w policji… a z taką grą na dwa fronty nie ma żartów. Ale dziś zarówno Rocinha jak i całe Rio de Janeiro to miejsca znacznie bardziej bezpieczne niż jeszcze chociażby 5-10 lat temu. Przechodzimy pod zawalonym domem. Zbocze jest wyjątkowo strome w tym miejscu. Brian opowiada, że czasem się zdarza takie nieszczęście. W tym domu nikt na szczęście nie zginął, ale 5 osobowa rodzina została bez dachu nad głową. Na kilka dni przygarnęli ich sąsiedzi, a potem zatroszczyła się o nich favela i zostali przeniesieni do nowych bloków tam na dole. Pokazuje ręką w dół, pod nami znajduje się dobre kilkadziesiąt metrów zabudowań wyglądających jak klocki lego. Obecnie żyją w lepszych warunkach niż do tej pory. Te bloki są współfinansowane z pieniędzy miasta, tzn. zarządza nimi rada, ale mają działające liczniki energii – śmieje się Brian – tu też niby są, zobaczcie – wskazuje na białą puszkę na najbliższym słupie. – Ale żaden z tych nie działa. Miasto jak zwykle kiedyś wyszło z projektem i nic z tego nie wyszło. Tak jak z tym zrujnowanym domem kultury, który niedawno mijaliśmy. Mieszkańcy jednak jakoś sobie radzą, sami organizują różne warsztaty i szkolenia, w Rocinhii działa kilku nauczycieli na zasadzie wolontariatu, a kafejka internetowa jest otwarta dla wszystkich dzieciaków i za darmo uczy obsługi komputera i wyszukiwania informacji w sieci. Wiadomo, że to nie wystarcza w zupełności ale i tak jest dużo lepiej niż w innych favelach.

Po drodze mijamy parę miejscĂłwek w ktĂłrych stoją uzbrojeni w broń długą chłopaki, paląc marihuanę. Kilku z nich przybija nam piątkę. – Witamy w Rio – mĂłwią uśmiechając się i pokazując charakterystyczny dla BrazylijczykĂłw gest kciuka skierowanego do gĂłry. Ok. Karabiny maszynowe przewieszone przez ramię kilkunastoletnich gości to widok zapadający w pamięć… Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę w prześwicie między budynkami. SpĂłjrzcie na te kolorowe domy w połowie wysokości po drugiej stronie – mĂłwi Brian. – Jeszcze 15 lat temu tam kończyła się Rocinha. Dziś jest jej prawie dwa razy więcej. Schowaj aparat. Przejdziemy teraz w okolicy dolnego wejścia do faveli, ktĂłre jest silnie strzeĹźone, a następnie wsiądziemy na moto-taxi i wrĂłcimy do samochodu. Ciemnym zaułkiem, pod sznurami ze schnącym praniem przechodzimy na mały placyk. Tu zaczyna się główna ulica Rocinhy. Kursują nawet autobusy. Wsiadamy we trĂłjkę na motocykle i zaczyna się szaleńczy podjazd. Kierowcy mają najwyĹźej 25 lat, z dość dużą prędkością mkną między samochodami i innymi motorami w gĂłrę. Kilka razy naprawdę mało brakowało Ĺźebym przy skręcie wypadł z siodła, a raz byłem przekonany, Ĺźe dosłownie musnąłem mijający nas pojazd na zakręcie. Ulica pnie się w gĂłrę zakosami, tutaj widoki są jak w większości miast Peru czy Boliwii. Domy z niemalowanej cegły, na parterach sklepy z głośną muzyką, jadłodajnie, warsztaty… Ĺťałuje, Ĺźe jadę tak szybko. Po ponad dwĂłch godzinach od rozpoczęcia spaceru po faveli wracamy do punktu wyjścia. Wsiadamy do samochodu i powoli wyjeĹźdĹźamy z Rocinhii.

mg_8638

Byłem, nadal jestem, oczarowany tym, co widziałem i czego się dowiedziałem. Tematem interesowałem się od dawna, ale dopiero teraz zacząłem rozumieć niektĂłre rzeczy. Brian naprawdę zna się na rzeczy, imponuje wiedzą i z tych 3 czy 4 wycieczek, za jakie zapłaciłem podczas całej mojej podróşy, bez wątpienia ta była najlepsza. Mam jeszcze jednak kilka pytań. Przede wszystkim BOPE (BatalhĂŁo de Operaçþes Policiais Especiais czyli Batalion do Specjalnych Operacji Policyjnych). Jak jest naprawdę? BOPE, rozsławiona głównie przez film Elitarni (Tropa de Elite) jak i jego drugą część uwaĹźana jest za najbardziej bezwzględną jednostkę wojskową w Ameryce Południowej. – Chłopaki są bardzo dobrze wyposaĹźeni w broń. Nie mĂłwię o tym, Ĺźe mają złote kolby itd. bo tacy teĹź są, ale chodzi mi o jakość sprzętu. Mają go głównie z Angoli i Macedonii. Nie wiem jak się dogadują z Macedończykami, ale widocznie interes jest korzystny dla obu stron. Są przeszkoleni. Wyrzutnie rakiet, karabiny szturmowe, granaty. Mają snajperĂłw, wiedzą jak się barykadować, osłaniać nawzajem i jak atakować. Kilka miesięcy temu, gdy boss Rocinhii wracał z jednej z imprez w sąsiedniej dzielnicy, wymyślił, Ĺźe będzie szedł piechotą. Był osłaniany przez konwĂłj złoĹźony ze swoich ludzi. Policja w takich przypadkach ma niepisany rozkaz by odwrĂłcić wzrok, odejść… Ktoś jednak wystrzelił i zaczęła się prawdziwa, uliczna wojna. Gang uciekł do jednego z luksusowych hoteli, gdzie uwięził ponad 30 osĂłb. Dopiero przyjazd BOPE zmusił ich do negocjacji i uwolnienia zakładnikĂłw. JeĹźeli gangi boją się kogokolwiek, to nie jest to policja, tylko właśnie te elitarne jednostki. Na początku była ich garstka, moĹźe 20, 30… Dziś jest ich ok. 400, doskonale przeszkolonych, zaprawionych w walce w trudnym terenie i z bronią o rĂłwnej sile ognia.. Problemem jest jednak ich sposĂłb działania, ktĂłry budzi ogromne wątpliwości natury etycznej. To maszyna do zabijania, często nieumiejętnie wykorzystywana. No i co to za policja, ktĂłrej godłem jest trupia czaszka? – pyta Brian. I rzeczywiście, zdaniem wielu, BOPE naduĹźywa siły, a ich represyjne metody postępowania łamią ustalone konwencje praw człowieka. Potępia ich nawet Amnesty International. – DuĹźym utrapieniem nie tylko Rio ale i całej Brazylii jest korupcja sięgająca najwyĹźszych szczebli polityki. Skorumpowani są senatorzy i urzędnicy, straĹźacy i policja. Wiadomo, Ĺźe nie wszyscy, bo to niemoĹźliwe, ale problem jest bardzo powaĹźny i nikt nie moĹźe sobie z tym poradzić jak do tej pory. To potężny system, ktĂłry wciąż się zmienia, ewoluuje i dostosowuje się do panujących warunkĂłw. Nie ma szefa, prezesa, nadzorcy – to zestaw zaleĹźności i powiązań, Ĺźywy organizm. Pewnie słyszałeś to juĹź w drugiej części Elitarnych? – kiwam głową – No to rozumiesz w czym rzecz, to dobre i trafione produkcje. Pierwsza część filmu w pewnym sensie gloryfikowała przemoc policji, robiła z nich bohaterĂłw. Druga piętnuje wady władzy i ich przewinienia. Zawsze prawda leĹźy gdzieś po środku, BOPE jest tylko narzędziem w rękach potężnych graczy. Problemu nie da się rozwiązać w prosty sposĂłb. Gangi gangami, przemysł narkotykowy nigdy nie był legalny, ale jedna z silniejszych grup w Rio to właśnie tzw. Liga Sprawiedliwości złoĹźona ze skorumpowanych, byłych i obecnych funkcjonariuszy policji, straĹźakĂłw i politykĂłw, ktĂłrzy teĹź robią róşne nielegalne rzeczy. To dopiero paradoks, nie? Ale chłopaki z Rocinhii juĹź wiedzą, Ĺźe nadchodzi czas, w ktĂłrym będą musieli się przenieść trochę dalej od centrum. Większość slumsĂłw w Rio została juĹź spacyfikowana. Nadchodzą mistrzostwa świata w piłce noĹźnej w 2014 a dwa lata później olimpiada. Oczy całego świata będą zwrĂłcone na nas. A tak, jak jest teraz być nie moĹźe. Ktoś się dogada z kimś, ktoś komuś zapłaci, chwilowo się wszystko wyciszy a potem pewnie wrĂłci do normy. Tak to działa. Za duĹźo w tym wszystkim pieniędzy… No ale zobaczymy.

 

Ostatnie moje pytanie dotyczyło tego, jak w takiej faveli zamieszkać. Jak się okazuje nie jest to takie trudne dla osĂłb ‘z zewnątrz’ ani straszne. Są proste reguły gry, czasem bywa głośno i niebezpiecznie, ale jest duĹźo plusĂłw, wśrĂłd ktĂłrych chyba numerem jeden są relacje, jakie nawiązuje się z ludĹşmi, bycie w społeczeństwie, uczestniczenie w jego Ĺźyciu, pomaganie sobie i ten zwykły, szczery uśmiech na twarzach… Cóş, kiedyś moĹźe sprĂłbuje, ale do tego będę potrzebował portugalskiego… :]

Nad Rio de Janeiro zastygły w bezruchu stoi Chrystus Odkupicel. Wie, co tu się dzieje. Nie grzmi i nie ocenia. Obserwuje. A moĹźe tak jak wielu ludzi, w tym i ja, uległ czarowi tego miejsca i po prostu nie chce odejść? Albo nie moĹźe bo mu szata z betonu krępuje ruchy? Albo drogę zagradzają rzesze turystĂłw na ruchomych schodach pod szczytem? Komercja… Ale zarĂłwno na Pao de Azucar jak i na Corcovado warto pojechać… Dni w Rio upływają mi spokojnie, włóczę się sam po róşnych miejscach a wieczorami oglądam filmy z Tomkiem. Zobaczyliśmy chyba wszystko, co naleĹźało zobaczyć. Przygotowuje się mentalnie do powrotu. To juĹź zaraz, za chwilę. Nie czuje smutku, raczej ciekawość przed tym, co będzie dalej. Trochę teĹź się cieszę z powrotu. Najtrudniej było kupić mi ten cholerny bilet na samolot :] PrĂłbuje to zebrać wszystko do kupy co przeĹźyłem, ale mi nie wychodzi. Za duĹźo tego, tyle nowych doświadczeń, tylu ludzi, tyle przygĂłd. A człowiek wciąż chce więcej. Do Brazylii jeszcze wrĂłcę, chcę poznać bliĹźej taniec-walkę capoierę, chcę zaprzyjaĹşnić się z duchami orishas i dowiedzieć się więcej o afrykańskich obrzędach religijnych, ktĂłre przywieĹşli tu ze sobą dawno temu niewolnicy. Jeszcze będzie czas, powtarzam sobie. W Rio poznałem trzyosobową załogę s/y Solanusa, ktĂłrzy płyną dookoła obydwu Ameryk. Właściwie juĹź kończą, zostało im kilka miesięcy… Przypłynęli na parę dni i poĹźeglowali dalej. Teoretycznie do Polski, czyli jakby w ‘moim’ kierunku. Poznaliśmy teĹź pana Ignacego, niezwykle interesującego, starszego człowieka, ktĂłry Ĺźyje tutaj od dłuĹźszego czasu i ktĂłry swoją wiedza i opowieściami mĂłgłby nakryć niczym przysłowiową czapką kilku takich jak ja. Takich ludzi, Ĺźywych legend jak on, jest coraz mniej niestety. Pan Ignacy bardzo udziela się w tutejszej Polonii. A dziś Jarek, kolejny Polak Ĺźyjący tu na stałe, zabrał nas na mecz siatkarski Polska – Brazylia. Co prawda przegraliśmy 0:3 ale i tak było warto zasiąść na pełnej hali kibicĂłw w żółtych koszulkach i dopingować naszych :]

Na mnie już czas. Tym wpisem żegnam się z kontynentem Ameryki Południowej. Mam jeszcze przed sobą trochę czasu tutaj ale nie będę już pisał. Myślę nad jakimś podsumowaniem, ostatnim wpisem, który zapewne ukaże się po moim powrocie do kraju, jeszcze w czerwcu. Wstrzymam się więc jeszcze ze łzami i białą chusteczką :] Do usłyszenia wkrótce – może z niektórymi już ‘na żywo’ :
]

mg_8453

***koniec transmisji***

 

 


16 comments to Cidade de Deus – Miasto Boga

  • karjokka says:

    trafiłam na tego bloga przypadkiem i wsiąknęłam totalnie. może Ty odłożyłeś łzy i białą chusteczkę na później, ale czytelnicy nie;) smutno, że się kończy, i pewnie trochę czasu minie, zanim przestanę sprawdzać, czy są nowe wpisy,0
    Dzięki za ogrom inspiracji
    Powodzenia! coś kończy, ale coś się przecież zaczyna

    ps i nie przestawaj pisać, bo masz talent;)

  • Filip says:

    Kuba, chyba najlepszy Twoj reportaz! A wiec teraz do dziela! Wyslij to do gazet polskich, warto to opublikowac dla szerszej spolecznosci. Nie mozna pozwolic zeby to zostalo tylko na Twoim Blogu. I szacun za odwage robienia zdjec w Rio SLaRem. Powodzenia.

  • Leszek says:

    Hei,
    Ja teĹź trafiłem na tego bloga “przypadkiem” ;-))) I stwierdzam Ĺźe rĂłwnieĹź będzie mi ciężko nie zaglądać w poszukiwaniu nowych wpisĂłw. Nie jest to łatwe przyciągnąć uwagę zupełnie nieznajomych osĂłb do swoich “bazgrołów”, Tobie się udało. Nie jest to zwykłe grafomaństwo jakich wiele obecnie, dlatego dla świata byłoby lepiej gdybyś “coś z tym dalej zrobił” :-D
    Pełno jest przecież ludzi którzy podróżują gdzieś tam hen daleko, ale przecież nie każdego czyta się tak lekko i przyjemnie :-)
    pozdrawiam
    Leszek

  • fmn says:

    “Zagrać w piłkę tam, gdzie na miasto patrzy Jezus…” – Proceente – Wypierdalam stąd.

    Wyruszałeś w podróż z Lizbony, na którą patrzy Jezus. Wracasz z Rio de Janeiro, gdzie tym razem żegna Cię Pan.

    Powodzenia, gdziekolwiek, cokolwiek chłopaku.

  • fred says:

    Tak, to, Ĺźe Rio jest ostatnim miastem na mojej drodze podczas tej podróşy jest dla mnie rĂłwnieĹź istotnym szczegółem, taką spinającą całość klamrą, z wieloma odniesieniami, ktĂłrych po prostu nie mogę nie zauwaĹźać. Czuję, Ĺźe tak miało być, Ĺźe to jest całość. Dzięki po raz kolejny za miłe słowa. Czy coś się uda z ‘tym’ zrobić? Nie wiem, ale będę prĂłbował :] Mam parę pomysłów :]

  • Wojtek says:

    Nooo Kubuś. Zwracam honor. Ten artykuł mnie powalił. Suuuper. Daję linka wszystkim znajomym, aby se poczytali :))) Jak juĹź będziesz w Polsce to pamiętaj o naszej wycieczce w gĂłry. Albo daj znać w taki czy inny sposĂłb… powodzenia chłopie.

  • Kuba says:

    Obiecaj mi, ze jak wrocisz do Polandii to dasz mi cynka, wsiadam w pierwszy lepszy pociag dokadkolwiek gdzie mieszkasz i umawiamy sie na piwo/wode/yerbe/jak wolisz, bo takiego czlowieka jak Ciebie po prostu trzeba zobaczyc na wlasne oczy i uslyszec to wszystko co przezyles na wlasne uszy! ! !

  • Adameusz says:

    No, straszna szkoda. Jakoś smutno mi się zrobiło Ĺźe ta “pielgrzymka” się zbliĹźa do końca. ZĹźyłem się z tobą Kuba, bo kibicuję ci od samego początku. Razem z tobą przeĹźywałem stopa do Portugalii i przebrnięcie do Panamy na Lukę. Razem wędrowaliśmy Panamerykaną i razem czekaliśmy na jacht w Ushuali. Wiem Ĺźe kaĹźda wyprawa musi się kiedyś skończyć, ale tak musi być tylko dlatego Ĺźeby mogła się rozpocząć następna. Liczę na Ciebie Ĺźe dasz mi jeszcze moĹźliwość podróşować (przynajmniej wirtualnie) razem z tobą w kolejnej wyprawie na koniec świata.

    PS Przy okazji, to rozwinąłeś się chłopaku. Poczytaj dla porównania swoje wczesne teksty ;)

  • Aloha!

    Zmiany, zmiany, zmiany. Życie to zmiana. Cykle. Wolność. Wierność sobie.
    Kuba, inspirujesz, dzielisz się, idziesz w głąb siebie. Cieszę się, Ĺźe Cię “poznałam”. Na razie wirtualnie, ale mam głębokie przeczucie, Ĺźe to początek.
    Przyjemnością jest “wędrować” z Tobą i mĂłc przy okazji odkrywać własne potrzeby. Dzięki, Ĺźe jesteś moim lustrem.
    Do zobaczenia!
    Agnieszka

  • Migas says:

    Eben mam ogromną nadzieje że jak już będziesz w kraju to nie zapomnisz o zlocie u Thana, a przynajmniej wpadniesz pokazać kilka zmarszczek które zdobyłeś podczas tej podróży.
    Nie wiem jak reszta FC ale ja jestem fanem twojego bloga a ten jak sam mĂłwisz ostatni wpis do dla mnie wisienka na torcie
    Adeus meu amigo axe :)

  • Stryj says:

    Kuba – kolejny fantastyczny reportarz! Masz doskonaly styl i do tego robisz świetne zdjęcia. No i jeszcze wiesz, gdzie bywać. Wyrobileś się niesamowicie pod kaĹźdym względem. Cale szczęście, Ĺźe juĹź wracasz, bo tak się wznosząc walnąl byś chyba w sufit… Mam nadzieję, Ĺźe teraz juĹź nic Ci się nie stanie, ale uwaĹźaj bardzo na siebie do ostatniego momentu!!!

    Najserdeczniej,

    Stryj

  • sławek says:

    Hej! Przypadkowo natknąłem się na Twojego bloga i tak mnie wciągnął, Ĺźe postanowiłem dorzucić swoje 3 grosze. Sam duĹźo podróşowałem, często w podobny sposĂłb i mam do czynienia z ludĹşmi, ktĂłrych – tak jak i w moim przypadku – największą pasją są podróşe. Wszyscy w mniej lub bardziej profesjonalny sposĂłb spisywaliśmy swoje wspomnienia, publikując je to na przeróşnych blogach, to na forach, to pisząc krĂłtkie artykuły itp., ale muszę przyznać, Ĺźe Twoją relację czyta się z zapartym tchem. No i te zdjęcia! Chapeaux bas! Szkoda, Ĺźe dopiero teraz odkryłem tego bloga, ale mam nadzieję, Ĺźe jeszcze nie kończysz wyprawy i w dalszym ciągu tak ciekawie będziesz dokumentował swoje poczynania. Powodzenia we wszystkim, wytrwałości w dążeniu do celu i samych przyjaznych osĂłb na swojej drodze! Pozdraiwam!

  • k. says:

    i ja sie kiedys odwaze

  • k. says:

    nie wierzę
    „Kadzideł woń…
    wiatr goni chmury po niebie
    jak owce Pasterz przez góry…
    W sercu całym Absolut rozsadza.
    Drogą obraną dziś idę
    (Jasiek Schoen Janin,9.10.2005)

  • Widok na Rio jest chyba najczęściej fotografowanym na świecie i najbardziej charakterystycznym. Super reportaĹź. Zdjęcia niesamowite. Ehh tylko pomarzyć moĹźna…

    Pozdrawiam

  • [...] ten dreszczyk, wiesz Ĺźe kilka kilometrĂłw od centrum, na okolicznych wzgĂłrzach rozciągają się favele, dziennice biedy, gdzie choć Ĺźyje teĹź niĹźsza klasa średnia, to jednak prawa nie egzekwuje tam [...]

  • Leave a Response to Adameusz

    Copyright © grand tour
    bezsensu studio - fred 2010

    info

    grand tour jest oparty na systemie WordPress i wykorzystuje zmieniony przez autora bloga skin SubtleFlux.