Ayahuasca – roślina, ktĂłra naucza

Posted on 27 March 2010

Jednym z głównych powodĂłw, dla ktĂłrych chciałem odwiedzić El Oriente w Ekwadorze, była właśnie ona. Nazywana Winem Duszy, Yage lub Rośliną-Nauczycielem, Ayahuasca jest jednym z najsilniejszych znanych środkĂłw halucynogennych na Ziemi. Jeśli nie najsilniejszym. Od 4 tysięcy lat uĹźywana jest przez Amazońskich szamanĂłw, ktĂłrych na tych terenach nazywa się takĹźe mianem curanderoros lub ayahuasceros. Z jej pomocą wchodzą oni w trans i leczą chorych, wypędzają z nich drobne dolegliwości, ciężkie choroby i złe duchy. Mogą widzieć przeszłość, przyszłość i teraĹşniejszość, być w wielu miejscach na raz… Ayahuasca jest lekarstwem o tyle nietypowym, Ĺźe często zaĹźywa go nie sam pacjent, ale lekarz. Dzięki niej potrafi ‘widzieć’ chorobę w ciele chorego i poznać remedium na nie. To właśnie dzięki niej, szamani kontaktują się z duchami i uczą się od nich.. I ja teĹź pragnąłem się czegoś od Niej nauczyć, przekonać się na własnej skĂłrze…

Ayahuasca nie jest narkotykiem.  Nie występują negatywne konsekwencje zdrowotne, nie uzależnia, a wręcz przeciwnie, mówi się, że pomaga w walce z uzależnieniami. Dziś w Ameryce Południowej istnieją nawet chrześcijańskie wspólnoty, zwane Kościołami Ayahuaskowymi, w których przyjmuje się komunie pod postacią Yage. Często przygarniają narkomanów i pomagają im. Ayahuasca wyzwala świadomość i pozwala spojrzeć na wiele rzeczy z innej perspektywy. . Umożliwia Oświecenie. Czytałem trochę artykułów i informacji na jej temat. Niektórzy porównują ją do rajskiego Drzewa Poznania Dobra i Zła, inni widzą w niej Napój Bogów, używany w starożytnych cywilizacjach, m.in. w Indiach i i Egipcie – zainteresowani na pewno sami dotrą do odpowiednich źródeł.. Jednak zapewne dla przeważającej większości jest to kolejny wymysł, umożliwiający ‘niezłe tripy’. Niestety, stało się to poważnym problemem w Ameryce Południowej, a ostatnio także w USA i Europie, gdzie w przeciągu kilkunastu lat namnożyło się wszelakiej maści pseudo-szamanów, którzy podają Yage rozentuzjazmowanym turystom i innym poszukiwaczom mocnych wrażeń i to w dodatku za niemałe pieniądze. Ayahuasca to dziś biznes i kolejne źródło dochodu, ale patrząc na to, jak żyją ludzie w dżungli… jak się żyje w ogóle w tych krajach, to nie ma się co temu dziwić ani tego potępiać… Zagrożeniem jest nie tyle przedawkowanie i śmierć, bo o takich przypadkach się nie słyszy, ale psychiczne szkody, jakie może wyrządzić przyjmowanie Rośliny bez odpowiedniego przewodnictwa duchowego i należytej opieki.

Mi zaleĹźało przede wszystkim na autentycznym doświadczeniu i zadaniu Roślinie kilku osobistych pytań… Będąc w Tenie, nawiązałem kontakt z pewnym młodym Czechem, ktĂłry dwa lata temu, zafascynowany szamanizmem, opuścił swĂłj kraj i udał się do Ekwadoru by studiować techniki u tutejszych mistrzĂłw. ZaaranĹźowanie całej ceremonii trwało trzy dni, ale miałem pewność, Ĺźe nie będzie to ‘turystyczna atrakcja’. Szaman miał być potężny, a Yage mocna i przygotowana wg wszelkich tradycyjnych nakazĂłw. Jak juĹź powiedziałem Ayahuasca jest rośliną, a konkretnie rosnącym w dĹźungli pnączem. Posiada bardzo silne właściwości przeczyszczające, dlatego uwaĹźa się, Ĺźe ‘oczyszcza’ organizm z niepotrzebnych związkĂłw i pasoĹźytĂłw. Składnikiem powodującym halucynacje są liście krzewĂłw Chakruny lub Chalipongi. JuĹź sam fakt, Ĺźe z tak ogromnej liczby roślin w dĹźungli, udało się znaleźć takie połączenie, jest co najmniej interesujący.. Fragment liany rozbija się na miazgę, liście krzewĂłw się kruszy, a następnie gotuje razem przez 10 godzin. Brzmi dość prosto ale raczej nie polecam prĂłbowania samemu, to nie jest program ‘gotuj z szamanem’. Tak przygotowany, gęsty i paskudny w smaku wywar pije się w niewielkich ilościach podczas seansu. Efekty zaczynają się po 15-30 minutach od wypicia, towarzyszą im częste wymioty, czasem rozwolnienie i trwają, w zaleĹźności od kilku czynnikĂłw, nawet do kilku godzin (~4-6h tyle średnio trwa ceremonia, choć nie ma reguł).

 

pnacze ayahuaski

Poniżej znajduje się opis seansu, tak, jak wyglądał on z mojego punktu widzenia. Nie zawiera drastycznych scen, ale jeśli ktoś nie jest tym zainteresowany, uważa to za śmieszne itd., to jest to dobry punkt by zakończyć lekturę… Żeby nie było, że nie ostrzegałem :]

______

Jest już ciemno. Siedzimy we czwórkę na deskach przy delikatnie żarzącym się, malutkim ognisku na podwórku jednego z niczym nie wyróżniających się domów, położonych na skraju dżungli, pół godziny od Teny.. Oprócz mnie i Czecha, nazwijmy go Janem, jest jeszcze jego rodaczka, lekarka medycyny wschodniej oraz jeden trzydziestoletni Francuz, który z Ayahuascą ma do czynienia już od trzech lat. Jan mieszka u rodziny szamana i uczy się od niego. To miejsce dla niego jest tutaj domem.

Rozmawiamy po angielsku, budujemy podstawową nić znajomości, która ponoć jest ważna przy rytuale. Szaman przygotowuje się w swoim domu. Aby lepiej ‘połączyć się z Ziemią’ i duchami, jeszcze przed Ayahuaską pijemy kolejno tytoń. Pije jako trzeci. Na otwartą lewą dłoń wylewam niewielką ilość brązowej wody z małego, okrągłego pojemniczka, w którym zanurzony jest naturalny tytoń. Czuję jego charakterystyczny zapach. Tak jak poprzednicy, podnoszę dłoń do nosa i wciągam płyn lewą dziurką natychmiast odchylając głowę do tyłu. Krople ściekają mi do gardła, powodując kilka kaszlnięć. To samo powtarzam z drugą ręką i dziurką. Tytoń jest mocny i drapie w gardle na początku, a z oczu ciekną łzy. Nie jest to przyjemne. Po chwili wydmuchuje nos, spluwam i jest już lepiej. Trochę tylko ‘kręci’. Następnie kładziemy się wokół żaru i oddajemy każdy swoim myślom. W ciemnościach widzę jak chuda sylwetka Jana, wstaje i wyciąga z sakwy jakby menażkę. Małą pałeczką uderza w nią i z misy wydobywa się cichy dźwięk gongu, przywołującego na myśl tybetańskie klasztory i mnichów w czerwonych szatach. Dźwięk, niski i przyjemny, zaczyna wibrować. Pałeczka zatacza kręgi po krawędziach misy, tak jak palcem można czasem wydobyć dźwięk z kieliszka. Jan okrąża ognisko, a potem każdego z nas po kolei ‘energetyzuje’, przesuwając misę nad naszymi leżącymi ciałami, od głów po stopy. Gdy skończył, zapytałem się, co to było. Odparł, że jest to ponad 300-letnia, Śpiewająca Misa z Nepalu, którą dostał od przyjaciela, by ‘pomagać innym’. Jej dźwięk niesie pozytywną energię i dodaje sił strudzonym.. Używa tego, by ‘chronić’ miejsce ceremonii i nas, przed złymi duchami.

Przed 2200 szaman zaprosił nas do zadaszonego pomieszczenia za ogniskiem, gdzie jego dwaj synowie przygotowali już miejsce dla niego i dla nas. Szaman przedstawił się jako Ruiz, ma 57 lat i praktykuje od 45 lat. Wytłumaczył jak będzie przebiegała ceremonia i co może się zdarzyć. Gdy wszyscy zrozumieli, założył na głowę koronę z piór, a na goły tors zarzucił bogaty naszyjnik z korali. Następnie wypowiedział kilka zaklęć nad dzbankiem z ayahuasca i polecił młodemu synowi nalać pierwszą porcję. Przesunął rękę kilkukrotnie nad malutkim kubeczkiem mamrocząc coś pod nosem i podał go mi. Wypiłem szybko, jakbym pił wódkę, przez co uniknąłem wątpliwej przyjemności smakowania substancji. Podano mi herbate guayusa, której pierwszy łyk, po przepłukaniu ust i gardła, należy wypluć na ziemie, a dwa kolejne połknąć. Szaman wypił na końcu, po czym kazał zgasić jedyną, stojącą w rogu pomieszczenia, �
ďż˝wieczkę. Zapadła kompletna ciemność. Starałem się odprężyć i skoncentrować na swoich myślach. Sprawdzałem co jakiś czas godzinę. Po 15 minutach siedzący obok mnie Francuz wstał i wyszedł. Chwile później dało się słyszeć ciężkie wymioty. Ja, zgodnie z zaleceniami postu od Jana, poza dużą paczką herbatnikĂłw, praktycznie od rana nic nie jadłem. Czułem się zupełnie normalnie. WrĂłcił Francuz. Moje oczy zdążyły się juĹź przyzwyczaić do ciemności i widziałem jego bladą, skropioną potem twarz, gdy usiadł obok mnie. Mrugał dziwnie oczami, a w końcu zwinął się w kłębek i połoĹźył głowę na kolanach zakrywając ją rękami. Potem wstał szaman i odprowadzany przez swoich synĂłw, udał się do kibla… CzyĹźby na mnie nie działało? Jednak w pewnym momencie zamknąłem oczy i zauwaĹźyłem, Ĺźe widzę gwiazdki, a ciemność jakby pojaśniała nieco.. Poczułem nagły napływ krwi do mĂłzgu, przeszła mnie fala przyjemnego mrowienia i zacząłem wyraĹşnie widzieć słońca. Kręciły się, wirowały w około mnie, świeciły jasnym, ciepłym światłem – na przemian żółtym, pomarańczowym, jasnozielonym. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ich widok sprawiał mi radość… Przez kilkanaście minut obserwowałem róşne wzory, ktĂłre pojawiały się moich myślach. Przypominały róşne symetryczne figury i wstęgi, czasem sprawiały wraĹźenie ‘matematycznych’, innym razem ‘oĹźywały’, falowały nieregularnie, by zaraz potem zmienić się w kształty przypominające jakby modele DNA złoĹźone z małych węży czy pajęczyn. Po jakimś czasie zauwaĹźyłem, Ĺźe Ruiz wrĂłcił i połoĹźył się na ławce obok. Moje uszy zaczęły rejestrować dĹşwięki instrumentĂłw, na ktĂłrych grał. Najpierw było to basowe, nieco brzęczące brzmienie, jakby tubalnego instrumentu, ktĂłrego nigdy wcześniej nie widziałem, ani nie słyszałem. Wizje zmieniły barwę, teraz były w kolorach ciemnobrązowych, pojawiły się niby to klastry miodu, po ktĂłrych poruszały się małe pszczoły z duĹźymi głowami. Później rozległa się piszcząca melodia, ktĂłrą szaman wydobywał z cienkiego fleciku. Momentalnie kolor moich myśli zmienił się na żółto-zielony i miałem wraĹźenie, Ĺźe widzę kaĹźdy gwizd, kaĹźdy ton, ktĂłry płynie w przestrzeń. Ich kształt był podłuĹźny i cienki, spływały w dół, niby to serpentyny spadające w powietrzu, wiły się jak węże, ktĂłre zresztą zacząłem w nich dostrzegać po pewnym czasie. Na koniec szaman, cały czas leżąc, zaczął grać na harmonijce. Nie była to Ĺźadna konkretna melodia, albo moĹźe Ĺźadna, ktĂłrą bym znał, jednak sam na harmonijce prĂłbuje grać i ten instrument darzę ogromną sympatią. Na moment wizje ustały, gdy prĂłbowałem się wsłuchać w dĹşwięki, ale potem w mojej głowie eksplodował kolor niebieski.. Zobaczyłem na tle nieba skrzydła, z początku nieruchome, zupełnie takie, jak na moim tatuaĹźu.. Po chwili skrzydła się wydłuĹźyły, zaczęły falować i poruszać się w rytm powiewu delikatnego wiatru, ktĂłry gdzieś tam je kołysał. Na skrzydła padał złoty blask, jakby zachodzącego słońca, a gdy spojrzałem poniĹźej ich linii zobaczyłem gĂłry, zalane popołudniowym słońcem, niezbyt wysokie, ale piękne i dzikie… Szaman skończył grać i na chwile wrĂłciłem do ciała. Usiadł na swoim stołku i zaprosił mnie, Ĺźebym usiadł przed nim. Zgodnie z wcześniej otrzymaną instrukcją zdjąłem bluzę i tak samo jak on, półnagi usiadłem na mniejszym stołku. Poczułem, Ĺźe coś przewraca mi się w Ĺźołądku, przez moment myślałem, Ĺźe zwymiotuje, ale się powstrzymałem. Zamiast tego, nastąpił nieoczekiwany przerzut na drugą stronę, tzn. do dołu. Zobaczyłem ogromną mrĂłwkę, ktĂłra toczyła przed sobą kulę, składającą się z nieczystości. Nieprzyjemne uczucie ustąpiło. Z boku synowie Ruiza palili papieros za papierosem, by wytworzyć dym, a on zaczął zataczać kręgi wokół mnie swoją róşdĹźką zbudowaną z liści palmowych, potrząsając nią i wydając z niej dĹşwięk przypominający jakby deszcz.. W pomieszczeniu było zupełnie ciemno, nie licząc migoczących ĹźarĂłw od papierosĂłw i cygara. Pamiętam, Ĺźe ktoś świecił mi czerwonym światłem czołówki, Ĺźebym mĂłgł usiąść na stołku, ale mimo to, miałem wraĹźenie, Ĺźe mĂłj tatuaĹź emanuje jakimś delikatnym blaskiem.. nie zwrĂłciłem na to większej uwagi, wpatrywałem się w korale na torsie szamana. Kręgi, ktĂłre zataczał ręką, połączone z tym dziwnym dĹşwiękiem deszczu, zaczęły tworzyć jakby okrągły portal, niby tunel, ktĂłry otwierał się między mną a szamanem. Miałem wraĹźenie, Ĺźe płynę w nim. W pomieszczeniu unosił się gardłowy śpiew szamana, ktĂłry nucił swoje pieśni zwane icaros. Melodyjne i… ciepłe. Ich zadaniem jest ‘naładowanie mocą przedmiotu, płynu lub osoby. Uderzał delikatnie róşdĹźką z liści w moją głowę, a ja przymknąłem oczy i ujrzałem dziwne stwory, podobne do mrĂłwek, z ogromnymi szczękami, ktĂłre szczerzyły się do mnie. Po chwili wrĂłciły do wyrywania jakiegoś mięsa. Nagle zrozumiałem, Ĺźe są wewnątrz mnie i oczyszczają moje ciało z jakiś toksyn, ktĂłre się przyczepiły do ścian mojego ciała.. Dziwne, ale poczułem sympatie i… wdzięczność w stosunku do nich. Szaman wstał i powiedział, Ĺźebym nie otwierał oczu. Usłyszałem jak bierze łyk z jakiejś butelki, po czym plunął na mnie z gĂłry rozpyloną cieczą. Poczułem silny zapach alkoholu i ziół o nawet przyjemnej woni. Rozsmarował ciecz po całym moim torsie swoją palemką i kazał otrzeć twarz rękami. Następnie usiadł i rozpylił ciecz ponownie w kierunku moich dłoni, najpierw na prawą, a potem na lewą. Złączył je i kazał tak trzymać. Swoje lekarstwo rozpylił jeszcze raz, tym razem na przedramiona i ramiona. Miałem wraĹźenie, Ĺźe jest teraz w nich moc, ktĂłrej wcześniej nie było… fizycznie nie miałbym siły podnieść nawet swojego plecaka w tym momencie, a jednak coś czułem. Potem szaman zaciągnął się cygarem, odkaszlnął, zacharczał i stojąc, przyłoĹźył swoją dłoń do czubka mojej głowy, a następnie chuchnął w nią przez swoją pięść. Poczułem jak po ciele rozchodzi się ciepło, od czubka głowy, gdzie była przyłoĹźona jego ręka, aĹź po palce w nogach. Ponownie zacharczał i chuchnął w moje złoĹźone jak do modlitwy ręce. Śpiewał cały czas przy tym, a później grał znĂłw na swoich instrumentach, podczas gdy ja byłem daleko…

Nie wiem ile to wszystko trwało, pół godziny, 45 minut? Gdy skończył czułem się… inaczej. Jakbym właśnie wyszedł z sauny i oddychał świeżym powietrzem. Najpierw poszedłem do toalety by wypróżnić się, a później zobaczyłem, że ktoś leży w trawie na wznak.. Kilka metrów dalej położyłem się tak samo. Noc była ciepła, a na niebie widać było gwiazdy. Poczułem, że przywieram do Ziemi, całym sobą, wtapiam się w nią. Leżałem z otwartymi oczami wlepionymi w niebo i coś mi mówiło, że ‘jestem częścią tej planety, tak jak wszystko, co na niej jest, wszyscy ludzie, zwierzęta, rośliny…’. Nie taki bełkot, raczej jakbym zaczynał coś rozumieć bez wcześniejszego czytania o tym, coś tak jasne, że nie może być w ogóle inaczej. Zobaczyłem, jak Ziemia obraca się, ze mną, takim malutki punkcikiem gdzieś na niej, czułem ten ruch. ‘Wszyscy jesteśmy tacy sami, pochodzimy z jednej i tej samej energii, jesteśmy połączeni’.

Leżałem przez jakiś czas w dość wysokiej trawie, którą ‘czesałem’ dłońmi. Nie przeszkadzało mi, że chodzą po mnie mrówki i nie wiadomo co jeszcze. Słuchałem dźwięków dżungli dochodzących zza ciemnej ściany lasu. Ani przez moment nie bałem się, byłem przepełniony jakąś miłością i spokojem. Postanowiłem się przejść w około ogniska, po takiej małej polance. Kroki stawiałem wyjątkowo delikatnie, wręcz jakbym chciał pogłaskać stopą trawę, zanim stanę i przeniosę ciężar ciała na nogę. Wróciłem do ogniska i położyłem się na deskach. Żar w ogni
sku delikatnie się tlił i po drugiej stronie zobaczyłem dziewczynę z Czech, ktĂłra medytowała uprawiając jogę. Zacząłem myśleć o pytaniach, ktĂłre przygotowałem sobie na ceremonie, o tym, czego chciałbym się dowiedzieć.. PołoĹźyłem się na plecach i wtedy znĂłw pojawiły się skrzydła i niebo.. Nagle zobaczyłem siebie, leżącego w przeraĹźeniu, przed postacią potężnego anioła ze ogromnymi skrzydłami, ubranego w lśniący napierśnik i z mieczem w ręku.. Wyglądało to prawie jak kadr z jakiegoś filmu lub obraz biblijny. Jednocześnie w mojej głowie zaczęły się pojawiać myśli. Niby moje, ale nie pochodziły one ode mnie. Zrozumiałem, Ĺźe to mĂłj Anioł Stróş i przez niego przemawia Roślina – powiedział, Ĺźe widzę go takim, jakim chce go widzieć, jakim go akceptuje, ale jego prawdziwa forma jest inna. Na potwierdzenie tych słów przemienił się w potężnego Czarownika, potem niby w jakiś czerwony totem, przypominający figury słowiańskiego Światowida, a następnie w Thora z ogromnym młotem, ktĂłrym uderzył z siłą w ziemię miedzy moimi nogami, tak jak leĹźałem. ‘Nie bĂłj się. Gdybyś tego potrzebował, to bym Cie przestraszył, ale tak nie jest.’ – powiedział – ‘Jestem tu po to, Ĺźeby Ci pomĂłc’. – PomĂłc? Jak? – Byłem, jestem i będę po to, by Cię chronić. Ale duĹźo zaleĹźy od Ciebie samego. Chciałeś teĹź odpowiedzi na swoje pytania.’

Dialog trwał z pół godziny, gdy w mojej głowie pojawiało się pytanie, momentalnie była juĹź tam na nie odpowiedĹş. Zastanawiałem się, czy moĹźliwe jest to, Ĺźe sobie to wszystko wymyślam, ale to się działo za szybko. Czasem nie zdążyłem do końca sformułować swojej własnej myśli, problemu, a juĹź znałem rozwiązanie. Rozmowa z Aniołem w złoto-srebrnej zbroi była najintymniejszą częścią całej ceremonii, dlatego dokładnie nie napiszę jak wyglądała nasza rozmowa. Mogę powiedzieć, Ĺźe pytałem się o moje Ĺźycie i przyszłość i jak mam osiągnąć swoje cele. Dostałem odpowiedĹş, Ĺźe to, w co obecnie wierze, na teraz wystarczy i mnie zaprowadzi tam, gdzie chce. Ale muszę być otwarty, bo przyjdzie czas, Ĺźe zmienię swoje poglądy i to będzie naturalna kolej rzeczy. Anioł pokazał mi w wizjach zieloną linę, niby to wspinaczkowa, niby to Ĺźeglarską. Była przerwana, jakby ktoś ją przeciął noĹźem, postrzępiona na końcach. Dolny fragment był krĂłtszy, symbolizował moje Ĺźycie do tej pory. GĂłrny zaś, był moim Ĺźyciem później, tym, jakim chce, Ĺźeby było. Tam, gdzie lina była przecięta, kotłowała się masa srebrzystych nici – wyglądały jak malutka galaktyka, albo kłębowisko świetlistych węży zawieszone w przestrzeni, między porwanymi końcami. Anioł powiedział, Ĺźe czeka mnie trudny moment i od tego jak się zachowam, jakie decyzje podejmę, zaleĹźy ktĂłrą drogą trafię do tej drugiej części liny-mojego Ĺźycia i jak ono dokładnie będzie wyglądało. Pierwszy raz na powaĹźnie przestraszyłem się tych słów. Pomyślałem o najgorszych rzeczach, ale pojawił się uspokajający głos, Ĺźe to nic ‘z tych rzeczy, nic, z czym nie mĂłgłbym sobie poradzić. Pokazał jak liny się do siebie zbliĹźają, a kłębowisko jaśnieje, następuje mały wybuch i liny się stapiają w jedną. Jednak są pewne warunki, o ktĂłrych Anioł Stróş mi powiedział mniej lub bardziej ogĂłlnikowo. Chce, Ĺźebym zachowywał się w pewien konkretny sposĂłb. Nie chciał zdradzić, co mnie czeka. Zostałem na moment sam. Na zegarku było grubo po północy..

Jakiś czas później podszedł do mnie Jan i zaproponował kolejny kubek Ayahuaski. Szaman zmęczył się i śpi, bo ostatnie dwa dni prowadził bardzo trudne i wyczerpujące rozmowy z przedstawicielami kilkunastu plemion Indian. W obliczu zagrożeń związanych z wydobyciem ropy w dżungli i kilku innych, muszą oni wszyscy zacząć działać wspólnie. Już to pokazuje, że Ruiz to nie byle kto..

 

Gdy wypiłem kolejny kubek Aya po raz kolejny musiałem odwiedzić kibel. Tym razem czułem się już trochę zmęczony. Zabrzmi to śmieszne, ale głos wewnątrz mówił mi co mam robić, na co spojrzeć, na co uważać, żebym się nie potknął. Gdy wróciłem do ogniska i położyłem się przy ogniu zobaczyłem wizje smoków, głównie czerwonych i zielonych, ziejących ogniem, ich pyski pełne kłów, łuski i oczy z pionową źrenicą. Ale miały one w sobie coś dostojnego. Nie chciały mnie przerazić, tylko pokazać.. że są, że istnieją ich duchy… Gwiazdy na niebie świeciły jasno. Astronomem nie jestem, coś kiedyś czytałem, ale nie mam ogromnej wiedzy. Wydawało mi się jednak, że dokładnie nade mną widnieje gwiazdozbiór Smoka. Moja głowa znajdowała się w półokręgu, złożonym z kilku gwiazd tworzących ogon smoka. Chroniły mnie lub miejsce w którym byłem. Gdy patrzyłem na kolejne gwiazdy, miałem wrażenie, że kilka z nich odpowiadało na moje zainteresowanie nimi. Migotały, albo zbliżały się do mnie.. Jan, który na ceremoniach pije małe porcje Ayahuaski, żeby pomagać innym, ale by być jednak bardziej, jak to określił ‘czuły’, mieć lepszy kontakt z duchami, podszedł do mnie ze Śpiewającą Misą i raz jeszcze przekazał mi jej energię. Czułem jak moje ciało odpręża się, jak lekko drga pod wpływem dźwięków. Chyba przysnąłem na trochę, słyszałem jak gra na instrumentach szamana, mój umysł gdzieś błądził wtedy, ale już nie pamiętam co widziałem. Gdy się ocknąłem chciałem odwiedzić we śnie moich Rodziców i kilku znajomych. Widziałem parę osób we śnie, byłem przy nich i coś im mówiłem.. Później jednak spojrzałem na zegarek, w Polsce było po 0700 i pewnie większość już była na nogach, jeśli jednak komuś się przyśniłem w środę lub czwartek, proszę niech mi dadzą o tym znać.. Moje ciało było już zmęczone i słabe. Umysł co jakiś czas uciekał gdzieś, odłączał się, ale więzy z ciałem były coraz silniejsze. Przed 0300 musiałem jeszcze raz odwiedzić toaletę, próbowałem wymiotować, ale nie było już czym. Wyczerpany ale i szczęśliwy, pożegnałem się z Janem i poszedłem spać.

 

Rano dużo nie rozmawialiśmy o wizjach. Każdy był zamyślony i analizował to, co zobaczył. Zjedliśmy śniadanie, trochę gawędząc o tym, co było w nocy, a później się pożegnaliśmy. Szaman powiedział, że jestem teraz oczyszczony i wzmocniony, ale energia jeszcze się nie wchłonęła. Przez kilka dni mam unikać podawania ręki innym ludziom, gdyż czasem się zdarza, że mają w sobie dużo negatywnej energii, która może się wchłonąć razem z tą, którą mi przekazał. Tradycyjnie przez kilka dni nie powinno się też pić alkoholu oraz uprawiać seksu.

 

Dla mnie doświadczenie z Ayahuaską było zupełnie niesamowite. Pierwszy raz zetknąłem się z czymś takim, czułem, jak umysł podróżuje gdzieś daleko, daleko, a ciało pozostaje w jednym miejscu. Czuje się silniejszy, podbudowany. Nie czułem praktycznie w żadnym momencie strachu, nie miałem nieprzyjemnych wizji, wręcz przeciwnie. Ale inna sprawa, że ostatnio jestem dużo spokojniejszy, ‘poukładany’ wewnątrz. Być może byłem przygotowany lepiej, niż inni. Francuz widziałem, że przeżywał coś niemiłego, ale nigdy nie zapytałem się go o to. Różni ludzie widzą różne rzeczy, w zależności czego chce nauczyć ich Roślina… Jedni odwiedzają odległe galaktyki, inni koncentrują się tym świecie i rzeczach realnych. Niektórzy przenoszą się do ciał różnych zwierząt w trakcie seansów i np. czują się jak wąż, który gdzieś tam niedaleko właśnie przełyka swoją ofiarę, albo ulatują w górę niczym komar wiedząc, że w każdej chwili większy drapieżnik może zakończyć ich żywot. Inni są oplątywani przez węże, w szczególno
ści Anakondę lub osaczani przez krokodyle.. Trudno to wszystko uporządkować, zebrać do kupy, wsadzić w logiczne ramy. Można wierzyć, można podchodzić do tego sceptycznie, ale tutaj w Ekwadorze nikt sobie z tego jaj nie robi.. Cieszę się, że miałem okazje odbyć moją ‘podróż’ w takim towarzystwie i pod przewodnictwem takiego szamana jak Ruiz czy pomagającego mu później Jana. Sam, bez wsparcia, raczej bym się nie zdecydował na wypicie Ayahuaski i uczulam ludzi zainteresowanych tym tematem na owych pseudo-ayahuasceros. Jeśli ktoś chciałby dowiedzieć się nieco więcej zapraszam do komentowania, wysyłania maili, a w dziale ‘posłuchaj, to do ciebie’, zamieściłem link do dokumentalnego filmu o Ayahuasce. Dokument jest produkcji francuskiej, ale są dołączone polskie napisy. Wielu ciekawych rzeczy można się z niego dowiedzieć..

Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do tego miejsca i do usłyszenia wkrótce.


14 comments to Ayahuasca – roślina, ktĂłra naucza

  • Filip says:

    Swietnie to opisales. Witaj w rodzinie:)

  • Bogumil says:

    Kuba Ty wariacie.;D

  • Lidziak says:

    i tu mi się przypomina mój ulubiony cytat o podróżowaniu:

    “…podróşować to znaczy Ĺźyć. A w kaĹźdym razie Ĺźyć podwĂłjnie, potrĂłjnie, wielokrotnie…”!

    [Stasiuk, już nie pamiętam czy w "Fado" czy w "Jadąc do Babadag"]

    dzięki Kuba za ten blog! Jest niesamowity i pożeram go z prawdziwą przyjemnością!
    Trzymaj się chłopie! :)

  • AFJ says:

    “niech Moc będzie z Tobą” i ten Dobry Anioł. Trzymaj się.

  • kuba says:

    dzięki :)
    Bodziek – a tam, od razu ‘wariacie’.. a poza tym.. hmm.. Ciebie tu jeszcze nie widziałem :P
    pzdr.

  • Mr szatan says:

    Niezle Fred! Sorry ze wyjade Ci tutaj z taka przyziemna sprawa, ale mnie bardzo zastanawialo jak Ci sie udalo taki dokladny opis zrobic:) Bo chyba nie spisywales od razu?;)
    Trzymaj sie gosciu!

  • Kuba says:

    No Kuba, to było niesamowite!

  • fred says:

    spisałem wszystko zaraz rano, póki pamiętałem. Sporo rzeczy zostaje, ale znakomita większość rozpływa się w pamięci jak sen. Podczas całego rytuału umysł pracuje praktycznie normalnie, możesz myśleć swobodnie, nie ma się [generalnie] zaćmień, zawieszeń, nie tracisz pamięci czy świadomości, ale obrazów i informacji jest tak dużo, że nie można wszystkiego wychwycić i zapamiętać, nie mówiąc już o dokładnym opisaniu..

  • Filip says:

    Jeszcze bym skromnie dodal ze jazda przypomina momentami zycie na przewijaniu przy pelnym zrozumieniu tego co sie dzieje dookola. Innym razem zawodnik czuje sie wolny jak bohater Avatara w 3D wlaczajac w to efekty specjalne.

    Polecam Ayahuaske wszystkim ktorzy zdarzyli poukladac sobie w glowie podstawy na temat jak funkcjonuje Wszeschswiat podobnie jak to zrobil Kuba czytajac to i owo – odsylam do wlasciciela bloga.

    Ayahuaska pozwala empirycznie doswiadczyc sens istnienia w odniesieniu do calej galaktyki. Nie polecam bez odpowiedniego duchowego przygotowania, moze sie zle skonczyc.

    Zalaczam odnosnik z moich doswiadczen w Ingliszu i Spaniszu.

    http://filipontheroad.com/2010/02/colombia-cali-message-from-sacred-plant.html

  • Boyd says:

    Zabrzmi dosc przyziemnie, ale niektorym do takich metafizycznych doswiadczen wystarczy stary dobry etanolek ;)
    W kazdym razie Kuba – gratuluje odwagi (lazenie jako muchilero po tych regionach niewatpliwie tego wymaga) i prosze tam na swoje dupsko uwazac

    Filip – a waszmosc jak widze zapuszcza korzonki w Kolumbii :)

  • Kamil says:

    DZIĘKI KUBA!
    Pozdrawiam

  • Vicky says:

    z pewnoscia chcemy i czekamy na wiecej:)

  • Witek F. says:

    Kuba,

    Twoja relacja, niesamowicie sugestywnie opisana, robi kolosalne wrazenie. Podpisuje sie pod pytaniem Poprzednika, jak Ty to zdolales tak dokladnie i w tak fascynujacy sposĂłb opisac? Czy to ta Roslinka tez i w tym pomogla? (wcale sie nie smieje). Gratuluje odwagi i determinacji! I “zaklinam” Cie – uwazaj na siebie!!! Masz jeszcze przecieĹź kawal drogi!

    Witek F. spotkany w Finca Magdalena (Nica)

  • Kasia-gość says:

    Świetnie, Ĺźe stworzyłeś takie swoje miejsce, w ktĂłrym moĹźesz to wszystko opisać.. Po pierwsze- sam dla siebie i po drugie – dla innych, ktĂłrzy są ciekawi :)

  • Zostaw komentarz

    Copyright © grand tour
    bezsensu studio - fred 2010

    info

    grand tour jest oparty na systemie WordPress i wykorzystuje zmieniony przez autora bloga skin SubtleFlux.